Podglądania powstają jako najlepszy sposób wypełnienia wolnego czasu. Sprawdzę, czy pisanie o filmach może przynieść tyle samo radości, co oglądanie ich. W polityce, a więc w tym, co studiuję nie znajduję nic z filmowego charakteru. Oczywiście poza abstrakcyjnością i paskudnymi charakterami.

sobota, 4 sierpnia 2012

Kiedy Harry poznał Sally...

    Kiedy Harry poznał Sally nie zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Ani ona w nim. I chyba całe szczęście, bo dzięki temu widz może oglądać jedną z najwspanialszych komedii romantycznych w historii kina! W 1989 roku Rob Reiner nakręcił klasyk, po którego każdy powinien sięgnąć. Najlepiej ogląda się go właśnie po tylu latach. Dlaczego? Bo Kiedy Harry poznał Sally przypomina widzowi jak bezpretensjonalne, lekkie i zabawne może być kino, kiedy scenarzyści postawią na najprostszą z najprostszych historię miłosną. O przyjaźni, która przeradza się w coś więcej.

    Harry (Billy Crystal) poznaje Sally (Meg Ryan) w dniu przeprowadzki obojga do Nowego Jorku. Podróż ma trwać aż osiemnaście godzin, więc przemyślna dziewczyna od razu przedstawia Harry'emu swoje zasady.  Ten z kolei konsekwentnie stara się zrobić na niej wrażenie swoim obyciem i niezależnością. Sally pozostaje jednak obojętna na uroki Harry'ego, nawet gdy ten wspomina, że jest bardzo atrakcyjną dziewczyną. Po przyjeździe do Nowego Jorku ich drogi się rozchodzą, a oboje zgodnie później potwierdzą, że już od pierwszej chwili się nie znosili.

    Po upływie kilku lat przypadkiem na siebie natrafiają. Sally jest zdziwiona, że Harry za pierwszym razem jej nie poznaje. Zdąży się jednak nim zmęczyć i pożałować wcześniejszych myśli, kiedy okaże się, że lecą tym samym samolotem. Namolny Harry przysiada się do kobiety i towarzyszy jej aż do końca podróży. Ponownie się rozchodzą.
  
    6 lat później znów na siebie trafiają. Sally właśnie rozstała się z wieloletnim narzeczonym, a Harry szykuje się do rozwodu. Zagubiony i nieco sfrustrowany ostatnimi wydarzeniami mężczyzna zgadza się przyjaźnić z Sally. Odtąd będą nierozłączni - kochając się i nienawidząc jednocześnie. Oboje do końca będą wierzyć, że ich relacja nie ma szansy na przerodzenie się w coś głębszego. Do czasu. Wtedy znajomość znów zostanie zerwana. A co potem? Sylwestrowa noc i najprawdopodobniej jedno z najpiękniejszych i najbardziej pamiętnych wyznań miłosnych w historii kina!
 
   Kiedy Harry poznał Sally to film, na którego premierze ponad dwadzieścia lat temu reżyser powinien zaznaczyć, że zyskuje wraz z upływem czasu. Dzisiaj jest już niewiele obrazów tego gatunku, które przedstawią historię tak banalnie prostą i przez to zachwycającą. Nie ma tutaj skomplikowanej psychologii bohaterów, nadęcia fabuły, wymuszonych dialogów i nie do końca zrozumiałych żartów. W Kiedy Harry poznał Sally podziwiamy królową komedii romantycznych Meg Ryan, kiedy była u progu swojej kariery aktorskiej. Dzięki niej postać Sally jest przepiękna, świeża i niezwykle wzruszająca. Partnerujący jej Billy Crystal uczynił z Harrego bohatera, którego nie sposób jest zapomnieć. Oboje grają w sposób, jakiego w dzisiejszych komediach romantycznych, myślę już nie uraczymy. Są w filmie niemalże teatralni, jednocześnie nie tracąc na prawdziwości. Klasyka gatunku. Wzrusza i bawi.

środa, 1 sierpnia 2012

Young Adult

    Pierwsze randkowania, wagary, popularność, dziewczęce intrygi, dramaty mniejsze i większe. Acha! Jesteśmy w liceum. Jedni chcą o nim jak najprędzej zapomnieć i nigdy więcej nie przywoływać w pamięci setek upokorzeń z zamierzchłych czasów. Dla odmiany są też tacy, dla których ten rozdział życia to świętość. Każde wspomnienie pielęgnują z uwielbieniem, jak gdyby wciąż wierząc, że to właśnie tam spełnili się w stu procentach. Wszystko zależy jak zwykle - od punktu siedzenia. A Mavis Gary, bohaterka Young Adult Jasona Reitmana, siedziała wtedy bardzo wysoko. W 2011 r. miał swoją światową premierę film, którego w polskich kinach nie gościliśmy. Wielka szkoda, bo jest rewelacyjny.

    Główna bohaterka filmu to Mavis Gary (Charlize Theron). Ma 37 lat. W swoim życiu osiągnęła niewiele, choć oczywiście nie w swoim mniemaniu. Przeprowadzkę do wielkiego miasta z prowincjonalnej miejscowości potraktowała jako niezbędną terapię. Pozostawiła za sobą rodzinę, dotychczasowe życie i wszystkie wspomnienia, marząc o wielkiej karierze w Minneapolis. No, może nie wszystkie. Mavis ukochała sobie czasy liceum, w których była najpopularniejszą dziewczyną w szkole. To tam poznała swoją pierwszą i najprawdziwszą miłość. A przynajmniej tak jej się zdawało do czasu, gdy pewnego dnia otworzyła skrzynkę pocztową. Czekało tam na nią zaskakujące zaproszenie. Ukochanemu Mavis właśnie urodził się słodki bobas i radosny Buddy (Patrick Wilson) prosił byłą dziewczynę na tradycyjne przyjęcie.

    Nieco oszołomiona Mavis pokrętnie odczytuje zamiary byłego narzeczonego. W przeciągu kilku minut, uznając, że zna ukochanego jak własną kieszeń, stwierdza, że jest głęboko nieszczęśliwy. Zaproszenie jest wołaniem o pomoc, a ona musi na nie odpowiedzieć. Dać mu jeszcze jedną szansę, oswobodzić go z rodzicielskich obowiązków, wyrwać z małej mieściny i zabrać do Minneapolis. Tego przecież oboje pragną - czasów świetności, jak za liceum. Pośpiesznie konstruując szalony plan odzyskania Buddy'ego, Mavis nie wiele myśląc pakuje swoje rzeczy i wyjeżdża do Minnesoty.

   Po przyjeździe swoje kroki niezwłocznie kieruje do baru. Dobrze wie, że  tam zawsze będą na nią czekać całe zastępy smukłych i wysokich przyjaciółek na półkach. Parę łyków mocno alkoholowych trunków w mgnieniu oka rozwiąże wszystkie jej problemy. Przyzwyczajona do picia w samotności bohaterka, niechętnie więc odpowiada na zagajenia mało atrakcyjnego natręta. Po paru chwilach jednak mu ulega i rozpoznaje w nim znajomego z dawnych lat. Od tego czasu będą nierozłączni, a przypadkowo spotkany Matt (Patton Oswallt) będzie towarzyszył Mavis w większości szalonych eskapad, których celem będzie odzyskanie byłego ukochanego.

    Fabuła filmu brzmi dosyć banalnie. Widzieliśmy gdzieś już to przecież. Niemalże co pół roku polskie stacje telewizyjne serwują nam Dziewczynę z Alabamy. Całkiem niezła komedia z uroczą Reese Whiterspoon nie ma jednak nic wspólnego z filmem Reitmana. Nie będzie ani słodko, ani prosto. Young Adult to gorzka historia kobiety, która się nie spełniła. Swoją bohaterkę reżyser przedstawia z dwóch różnych perspektyw. Jej własnej, w której widzimy Mavis zrezygnowaną, znerwicowaną i zagubioną w alkoholowym nałogu. Zgorzkniała kobieta wciąż jednak marzy o szczęściu, choć doskonale wie i święcie wierzy w to, że w czasach licealnych była u progu swojej świetności. A to już nie powróci. Inną wizję bohaterki przedstawiają mieszkańcy miejscowości, do której Mavis wraca. Rodzice, były narzeczony, zazdrosne koleżanki i pozostali zainteresowani widzą w niej królową życia. Jej postać utożsamiają z sukcesem i nie wierzą, aby miała jakiekolwiek problemy. Tak naprawdę o pannie Gary można by pisać jeszcze wiele, ponieważ jej portret genialnie namalowała Charlize Theron i w Young Adult daje znakomity popis swoich aktorskich umiejętności. Cała fabuła filmu jest nieprawdopodobnie wyrazista, prawdziwa i bogata w ponadczasowe przesłania. Film znakomity zarówno w wątki komediowe, jak i dramatyczne. Jeszcze na długo po obejrzeniu pozostaje w pamięci.

czwartek, 26 lipca 2012

Za płotem

Kadr z filmu
    Kto z nas nie tęskni za dzieciństwem? Szaleńcze pogonie po podwórku, dojadanie na szybko zrobionego przez babcię obiadu, wycieczki nad okoliczne stawy, stawiki i bajorka, obsesyjne wręcz, acz  i pełne miłości wyściskiwanie zwierząt (nawet jeśli zazwyczaj tego nie chciały). Do tego powrócić możemy już tylko w marzeniach. Starszym pokoleniom wydaje się nawet, że to, co przeżyli jako rozkoszni malce nie ma szansy się już powtórzyć dla współczesnych. Przecież technologia poszła do przodu, a komputery, iPody, iPady i inne wynalazki całkowicie zajmują świat najmłodszych. W swoim filmie Za płotem (2005) Marcin Sauter całkowicie temu zaprzecza.
    W 12-minutowym dokumencie zabiera widza do jednej z polskich wsi. Zaglądamy na gospodarstwo, gdzie z dala od wielkomiejskiego zgiełku spokojnie żyje rodzina Stopów. Klaudia, Emilka, Krystian, Patryk, Mateusz i Józef w sposób naturalny przyjmą kamerę do swojego środowiska. Nie popisują się, nie wymyślają i nie starają się niczego na siłę udowadniać. Pokazują prawdę, jak gdyby całkowicie się filmowcami nie przejmując. Ich dzień zaczyna się i kończy późno. Jeżdżą na rowerach, chodzą na ryby, troszczą się o zwierzęta, niewprawnie przebierają i pałaszują smakołyki. Ot, poznają świat. 
     Film Sautera pokazuje, że istnieją jeszcze i chyba mają się całkiem dobrze wiejskie ostoje, które na czas wakacji wypełniają się po brzegi rozbrykanymi maluchami. Niewątpliwie dla niektórych z nich to miejsce zamieszkania. Tak, czy inaczej pobyt tam wydaje się być ogromnym szczęściem. Beztroską, odpoczynkiem i leniwym przeżuwaniem upływającego czasu. Niezwykle czuły obraz, który pozwala się zatrzymać i zatęsknić.

wtorek, 17 lipca 2012

Przepis na podróżowanie według Merekiego

Zdjęcie profilowe reżysera z serwisu Facebook.com
    Na swojej oficjalnej stronie internetowej Mereki pisze o sobie, że jest reżyserem, fotografem i ilustratorem w jednym. Człowiek orkiestra, pomyślimy z przekąsem, jak gdyby wiedząc, że aby być w czymś doskonałym należy poświęcić się temu całkowicie i nie rozmieniać na drobne. Akurat! Uzdolniony chłopak w trzech wspaniałych projektach Move, Eat i Learn pokazuje, że na drugie imię mu Talent. 
    To najpiękniejsze i najbardziej pomysłowe projekty filmowe, jakie widziałam. To migawki z podróży, którą Mereki przebył razem ze swoimi dwoma kolegami. On wszystkie reżyserował i produkował. O dźwięk i fantastyczny montaż zadbał Tim White, ale przecież to nie o nich chodzi, gdy na ekranie widzimy przystojnego 20-parolatka, o którym rozanielone panie marzą, aby zabrał je na wyprawę życia. To Andrew Lees. 
    Przez ułamki sprytnie splecionych sekund Mereki zabiera widza w fantastyczną podróż, o której marzymy aby się nigdy nie skończyła. Wszystko pokazuje tak, jak należy - szybko, pomysłowo, kolorowo i soczyście. Wprawia w wakacyjny nastrój i znakomicie poprawia samopoczucie.
    Na zachętę na blogu umieszczam Move, który trafił do finału Vimeo Festival Awards 2012. Pozostałe 2 projekty Merekiego można obejrzeć na stronie oficjalnej reżysera www.rickmereki.com.


środa, 11 lipca 2012

360

     O samotności i zagubieniu człowieka w świecie powstało już wiele filmów i 360 w reżyserii Fernando Meirellesa nie będzie tutaj żadnym odkryciem na tle pozostałych. Do powtórki z rozrywki i obejrzenia filmu mimo wszystko skutecznie zaprasza promocyjny plakat filmu, na którego tle wyłaniają się trzy wielkie nazwiska - Hopkins, Law i Weisz. One gwarantują nam, że to co zobaczymy będzie czegoś warte. Okazuje się jednak, że to jedynie sprytny chwyt, który jest prztyczkiem w nos od reżysera. Wypromowani aktorzy wystąpią w filmie, jednak historie ich bohaterów przyćmią inne, o wiele istotniejsze i bardziej chwytające za serce. Bez tego mniej lub bardziej zamierzonego zabiegu nie dotarłyby jednak najprawdopodobniej do szerszej publiczności.
    Fabularną oś filmu wyznacza garstka ludzkich historii. Nie każdy spotka się tutaj z każdym, lecz w jakiś sposób losy bohaterów powiążą się prędzej czy później. Widz będzie miał szansę podejrzeć od kuchni życie młodego małżeństwa (Rachel Weisz i Jude Law), które zmęczyło się życiem w poukładanej monogamii i szuka wrażeń poza małżeńską sypialnią. Dzięki postaci Mirkhi (Lucia Siposova) i jej siostrze Annie (Gabriela Marcinkowa) uda się prześledzić realia współczesnej Bratysławy i pozna się niechlubny cel wycieczek młodych kobiet do Wiednia. Współczucie i zainteresowanie wzbudzą nowo poznani Laura (Maria Flor) i John (Anthony Hopkins), którzy odnajdują się na międzynarodowym lotnisku z większym niżby tego pragnęli bagażem doświadczeń . Młodej dziewczyny pech wydaje się nie opuszczać, gdy i w tym samym miejscu nieświadomie natrafia na niebezpiecznego gwałciciela (Ben Foster), dla którego desperacko chce stracić głowę wierząc, że w ten sposób uda jej się wyleczyć złamane serce. Niepozornie trafimy też  na małżeńskie rozdroża, nad którymi bezradnie pochylają się Alyssa (Katrina Vasilieva) i Sergei (Vladimir Vdovichenkov). Rosjanka pragnie opuścić męża dla swojego szefa (Jamel Debbouze), który pomimo gorącego uczucia do niej, odnajduje siebie w sytuacji beznadziejnego wyboru pomiędzy religią a miłością.
    Każdemu z bohaterów 360 na drugie imię jest Niestałość. Łakną oni bowiem zmiany o tyle właśnie stopni. Pragną przewrotu w swoim życiu, natchnienia i zmiany tego, w czym tkwią. Meirelles w sposób bardzo logiczny na przykładzie splotu życiowych etiud pokazuje jak łatwo jest stanąć oko w oko ze zdarzeniem, które owy utęskniony obrót wywoła. Nie zawsze jednak w takim kierunku, jaki sobie naiwnie zaplanujemy. 360 pokazuje, że życiem człowieka rządzi spontaniczność i nieokrzesanie, które przynieść może zarówno dobre, jak i złe stany przyszłe. Reżyser pokazuje solidny obraz współczesności, na którego uwagę zwraca sławnymi postaciami z plakatu. Strzał w dziesiątkę. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...