Podglądania powstają jako najlepszy sposób wypełnienia wolnego czasu. Sprawdzę, czy pisanie o filmach może przynieść tyle samo radości, co oglądanie ich. W polityce, a więc w tym, co studiuję nie znajduję nic z filmowego charakteru. Oczywiście poza abstrakcyjnością i paskudnymi charakterami.

czwartek, 13 września 2012

Wizyta i Żeby nie bolało

Urszula Flis w rozmowie z dziennikarką ( kadr filmu Żeby nie bolało)
Wypada chyba stwierdzić, że postać kobiety pracującej na wsi kojarzy się współczesnym przede wszystkim z bohaterkami Chłopów Reymonta, a więc z Hanką i Jagną. Da się wtenczas już zauważyć, że o wiele bardziej w pamięć zapadają sylwetki męskie tego środowiska. Zarówno z literatury, jak i fabuły filmowej. W 1974 roku reżyser Marcel Łoziński popełnił dokument zatytułowany Wizyta, w którym odwiedził dom rodzinny Urszuli Flis. Po nieco ponad dwudziestu latach powrócił tam i ponownie wtargnął w życie pracującej na wsi kobiety, której świadome wybory życia w pojedynkę i bezgranicznego oddania literaturze wzbudziły w okolicznych śmiech i pogardę dla jej osoby. Powstało wówczas, w 1997 roku Żeby nie bolało. Doskonały film dokumentalny, którego bohaterka świadomie zagrała na nosie tradycji polskiej wsi. Wiele tracąc i jednocześnie zyskując.

W początkowych fragmentach Żeby nie bolało, reżyser przywołuje całość sfilmowanej ponad dwadzieścia lat wcześniej Wizyty. Powstaje dzięki temu obraz pełny i zrozumiały dla widza. Łoziński przedstawia postać Urszuli Flis, z którą wywiady przeprowadzają niejednocześnie dwie znane dziennikarki ze stolicy. Sylwetkę kobiety przybliżają widzowi także okoliczni zainteresowani, o których opinię prosi w „Wizycie” dziennikarka. Już na wstępie wiadomo więc, że Urszula jest osobą budzącą kontrowersje. Sama dziewczyna zbywa to jednak uśmiechem, zapewniając, że każda wieś musi mieć swojego dziwaka.

Flisówna nie wpisuje się w schemat kobiety pracującej na wsi. Po pierwsze nie ma męża, ani nawet na miejsce takiego kandydata. Myśli o tym, że nie poradzi sobie bez niego na gospodarstwie nie zaprzątają dziewczynie głowy. Przeczuwający jakby nadchodzącą katastrofę sąsiedzi i pospiesznie wskazują drugą „wadę” Urszuli. Nieustannie buja w obłokach, w których ramiona porywają ją kolejni bohaterowie literaccy. Na okrągło siedzi w książkach, co na wsi jest nie do pomyślenia, ponieważ w opinii okolicznych Urszula zaniedbuje domowe obowiązki. Sama zainteresowana nie widzi w tym jednak nic złego i sprytnie ucina wścibskie plotki zaznaczając, że podczas pracy nie można myśleć tylko i wyłącznie o sprawach przyziemnych.

Pierwsza wizyta Łozińskiego w domu Flisów pokazuje zderzenie dwóch światów. Jeden z nich reprezentuje wielkomiastowa dziennikarka, która usilnie stara się nakłonić Urszulę do poszerzania swoich horyzontów we właściwym dla tego miejscu. Namawia dziewczynę nie wprost do kształcenia się na uniwersytecie. Zdezorientowana Urszula niechętnie przyjmuje porady. Dziarsko i zdecydowanie zaznacza, że literatura to jej miłość i sposób na ucieczkę od codzienności. Czyż uczucie nie osłabłoby gdyby przemierzanie bezkresnych stron książek stało się rutyną? – zapyta później.

Reżyser Marcel Łoziński
Po upływie ponad dwudziestu lat Łoziński wraca do wsi, w której mieszka Urszula. Do przeprowadzenia wywiadu z nią zaprasza doświadczoną dziennikarkę. Zapyta ją, czy wydarzenia 1989 roku zmieniły jej życie. Zainteresuje się jej dolą na gospodarstwie. Zatroszczy się o samotność i o trud dnia codziennego. Sprowokuje do rozmyślań na temat tego, co być mogło. Na temat tego, co być może zbyt pochopnie utraciła.

                 Dwa połączone ze sobą kontekstowo dokumenty reżysera, a więc Wizyta (1974) i Żeby nie bolało (1998) stanowią do bólu prawdziwy i przejmujący obraz kobiety na wsi. Nie tej stereotypowej oczywiście, której ciepły wizerunek widzimy oczami wyobraźni. W obu filmach niezwykle umiejętnie i mocno nakreślono portret kobiety, którą wieś postrzega jako dziwadło i odszczepieńca. Dlaczego? Ponieważ zdecydowała się żyć w pojedynkę, samodzielnie dbać o gospodarstwo i chorą matkę. Dlatego, że uciekała od otaczającej ją codzienności w książki, wypełniając wolne chwile błogim bujaniem w obłokach. Reżyser w sposób znakomity, bo wielowątkowy, przedstawia zatwardziałość polskiej tradycji. I tę jedną, która chciałaby wyjść jej naprzeciw.

2 komentarze:

  1. Jak można popełnić dokument? Popełnić można samobójstwo, ale dokument...?

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Okazuje się, że popełnić można wiele rzeczy jednak.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...