Podglądania powstają jako najlepszy sposób wypełnienia wolnego czasu. Sprawdzę, czy pisanie o filmach może przynieść tyle samo radości, co oglądanie ich. W polityce, a więc w tym, co studiuję nie znajduję nic z filmowego charakteru. Oczywiście poza abstrakcyjnością i paskudnymi charakterami.

wtorek, 11 grudnia 2012

Niebo w gębie

Źródło: www.film.wp.pl
    Do obejrzenia filmu Christiana Vincenta Niebo w gębie (2012) zachęcił mnie artykuł w jednym z naszych miesięczników. Obraz został określony jako nieprzyzwoicie apetyczny, więc od razu pomyślałam, że najpierw trafi w moje filmowe gusta, a później sprowokuje do pochłonięcia pięknie wyglądającej i przepysznej kolacji. Sprawdziło się wyłącznie założenie numer dwa. Scenariusz Nieba w gębie zainspirowany został postacią Daniele Mazet-Delpeuch, która za kadencji François Mitteranda została szefową kuchni prezydenta w Pałacu Elizejskim. Nie na długo jednak i to właśnie na tym okresie skupia się znaczna część fabuły. Jest bardzo smacznie, lecz nieco zbyt poważnie.

    Główną bohaterką Nieba w gębie jest Hortense Laborie (Catherine Frot). Koleje losu zdolnej kucharki mamy szansę obserwować z dwóch perspektyw czasowych. We wcześniejszej z nich, Hortense właśnie dostaje propozycję objęcia posady kucharki, w posesji jednego z wyższych urzędników francuskich. Dopiero po przyjeździe do Paryża dowiaduje się, że jej nowym miejscem pracy będzie Pałac Elizejski, a tajemniczą personą jest nie kto inny, jak sam prezydent Francji (Jean d'Ormesson). Nieco oszołomiona tymi wiadomościami Hortense, od początku waha się objąć oferowane jej stanowisko. Podejmuje jednak ryzyko i od tego czasu wraz z zamiłowanym w swoim fachu młodym cukiernikiem, Nicolasem (Arthur Dupont), prowadzić będzie prywatną kuchnię Francois Mitteranda. Z wielkim powodzeniem w dodatku. Pech jednak chce, że nie wszyscy pracownicy Pałacu są zadowoleni z szefowania Hortense. Kobieta przez długi czas pragnie przezwyciężyć niesprzyjającą atmosferę pracy i nie tracić radości z gotowania najwspanialszych portaw, jakimi Francja może się pochwalić.Widz ma szansę jednocześnie zobaczyć także Hortense nieco później, gdy na jednej z dalekich, zimnych wysp stara się uporządkować swoje życie po wielkich i męczących występach w Pałacu prezydenckim.

Źródło: www.kinoteka.pl
   Zwiastun filmu Christiana Vincenta zapowiada niezwykle ciekawą, inspirującą i pachnącą kulinarnymi specjałami opowieść o kobiecie, która przypadkiem stała się ulubienicą samego prezydenta Francji. Jesteśmy przekonani o tym, że będzie lekko i wesoło tak, że zabawna anegdota będzie prędko goniła  następną. Rozczarujemy się jednak. Do roli Hortense Laborie wybrano chyba najbardziej niesympatycznie wyglądającą aktorkę, o jakiej moglibyśmy pomyśleć. Pomimo, że spod rąk zdolnej kucharki wychodzą niestworzone delicje, wręcz nie jesteśmy w stanie jej polubić. Jej postać jest wyniosła, kapryśna i co najgorsze, całkowicie pozbawiona woli walki. Nietrudno to jednak z drugiej strony zrozumieć. Zważając na fakt, że Niebo w gębie jest filmem biograficznym, wiele możemy pomstować nad tym, jak w Pałacu faktycznie została potraktowana przez resztę zespołu kucharskiego Hortense. Fabule obrazu nie można zarzucić także braku płynności i poruszania wątków zbędnych. Odnoszę jednak wrażenie, że historia Hortense mogła zostać namalowana w sposób bardziej ciekawy i intrygujący. Mimo tego warto zgrzeszyć i przyjrzeć się w filmie serwowanym przez bohaterkę przysmakom. Absolutnie można zgłodnieć!

niedziela, 2 grudnia 2012

Sala samobójców


Źródło: www.plejada.pl

    W marcu 2011 roku swoją premierę miał film Jana Komasy Sala samobójców. Pierwsze skojarzenia z tytułem? Więzienie, cela, samotność, cierpienie, grupa ludzi w odosobnieniu, odwaga. Niewprawnie trafiamy gdzieś nieopodal sedna. Za miejsce akcji wybiera sobie Komasa świat współczesny, w którym stara się umiejętnie wymieszać przestrzeń rzeczywistą i wirtualną. Na ich pograniczu chwiejnie stoi główny bohater filmu, młody Dominik.

    Fabularną oś filmu wyznaczają losy maturzysty, który jak każdy młody człowiek stara się odnaleźć swoje miejsce w życiu. Dominik (Jakub Gierszał) nie rozpycha się jednak łokciami. Daje sobie prawo do poszukiwań i popełniania błędów. Rodzice chłopaka (Agata Kulesza oraz Krzysztof Pieczyński) nie zauważają, że rzeczy materialne nigdy nie wypełnią pustki po tym, co dla duszy człowieka najważniejsze. Dominikowi brakuje bliskości, bezpieczeństwa i atencji rodziców. Na hasła o swojej niewdzięczności i braku poświęcenia reaguje więc niemalże alergicznie. Coraz bardziej zamyka się w sobie. 

    Główny bohater zostaje przedstawiony ponadto, jako członek szkolnej wspólnoty, w której jeden fałszywy ruch dyskwalifikuje go już w przedbiegach w wyścigu o popularność i akceptację. Popełnia go i wówczas zmuszony jest do szukania wyjścia z trudnej sytuacji. Trafia do wirtualnej sali samobójców, do której zaprasza go podobnie zirytowana życiem Sylwia (Roma Gąsiorowska). W sieci doświadcza emocji, które w realnym świecie były mu bliskie jedynie z nazwy. Dominik zamyka się w pokoju, delektuje miernością swojego życia. Ze wstrętem odsuwa pomocną dłoń rodziców. Odpłaca pięknym za nadobne.
Jakub Gierszał w roli Dominika Santorskiego (www.polskieradio.pl)

    Reżyser odważnie bierze na tapetę kwestię kondycji psychicznej współczesnych nastolatków. Salą samobójców stawia tezę, że młodzi ludzie na wypadek zrujnowania rzeczywistego życia mają plan awaryjny. Nie wyjeżdżają w siną dal, nie zmieniają tożsamości, nie wartościują swoich przeżyć. Z płaczem uciekają za to do sieci, która oferuje im gamę wspólnot i wspólnotek, które gotowe będą dzielić z nieszczęśnikiem smutek i radość, zadowolenie i irytację, akceptację i nienawiść do swojej osoby. Sala samobójców niewątpliwie istnieje w słusznej sprawie. Zwraca uwagę na to, że wymuskane gadżety i zabawki nie są odpowiedzieć na podstawowe potrzeby młodego człowieka. Nastolatkowie łakną bezpieczeństwa, uwagi, bliskości oraz odpowiedzi na ważne dla nich pytania egzystencjalne. Z drugiej strony jednak, obraz Komasy przynosi widzowi smutną refleksję o polskim kinie. Okazuje się bowiem, że lubuje się ono w tematyce trudnej, patologiach i odstępstwach od prawidłowych postaw społecznych. Znakomita rola Jakuba Gierszała, który wiekiem i urodą niewątpliwie wpisuje się w kanon współczesnego buntownika. Sala samobójców to solidnie skonstruowany obraz, który jest nośnikiem głębszych treści. Nie raz po seansie odezwie się w widzu wewnętrzny głos, który zatrwożenie zapyta, czy aby faktycznie tak wygląda współczesność.

środa, 28 listopada 2012

Angielski pacjent

Źródło: www.stopklatka.pl
    Angielski pacjent (reż. Anthony Minghella) to zdecydowanie jeden z tych filmów, który bardzo długo czekał na to, aby go wyciągnąć z półki. W 1996 r., a więc w czasach jego premiery, niemalże natychmiast okrzyknięto go arcydziełem. Zdobył rozliczne nagrody na wielu międzynarodowych festiwalach, w tym dwa Złote Globy, sześć wyróżnień BAFTA oraz dziewięć Oscarów. Scenariusz Angielskiego pacjenta został oparty na fabule powieści kanadyjskiego pisarza Michaela Ondaatje i wcześniejsze obejrzenie filmu z pewnością zachęca do przeczytania książki. Jednak sięgnięcie po Angielskiego pacjenta po raz pierwszy, w kilkanaście lat po jego premierze, niesie za sobą pewne oczekiwania. Ochrzczenie obrazu arcydziełem automatycznie kojarzy nam film Minghella z czymś niepowtarzalnym, niezapomnianym i przełomowym. Współczesne spojrzenie na obraz może przynieść jednak zgoła inne wrażenia. Z klasyką się jednak nie dyskutuje.

     W pierwszych ujęciach widzimy niewielki samolot, który przemierzając pustynię zostaje zestrzelony. To właśnie historia mężczyzny i kobiety lecących pechową maszyną będzie najważniejszym wątkiem obrazu. Jest rok 1943. Hrabia László de Almásy (Ralph Fiennes) szczęśliwie ratuje się w katastrofie i trafia wojskowego szpitala, w którym pracujący tam lekarze starają się przywrócić mu zdrowie. Wszyscy zdają sobie jednak sprawę z tego, że koniec jest bliski. Młoda pielęgniarka, Hana (Juliette Binoche) mając dość ciągłego przemieszczania się z miejsca na miejsce swojego oddziału, postanawia zatrzymać się w wypatrzonym z daleka opuszczonym zamku razem z cierpiącym pacjentem. Obiecuje, że gdy tylko ten wyzionie ducha, dołączy do reszty grupy. 

Kristin Scott - Thomas w roli Katharine Clifton i Ralph Fiennes (Źródło: www.alekinoplus.pl)
     Podejmując decyzję o zamieszkaniu w ruinach zamku, Hana ma nadzieję na samotne opiekowanie się hrabią. Prędko jednak pojawia się nieproszony gość, David Caravaggio (Willem Dafoe), który w wydaje się rozpoznawać w pacjencie byłego znajomego. Nie przychodzi jednak z pokojowymi zamiarami. Hana nie orientuje się w porę w zamiarach przybysza i pozwala mu na zamieszkanie w zamku. Uwaga pielęgniarki jest silnie skoncentrowana na zdrowiu Hrabiego oraz na odkrywaniu jego tożsamości. Powoli odsłania on bowiem przed nią historię swojego życia. Opowiada o uczuciu do kobiety, które zakończyło się wraz z feralnym wypadkiem. 

Juliette Binoche i Ralph Fiennes Źródło: www.moviepicturedb.com
     Angielski pacjent niewątpliwie należy do klasyki, po którą wypada sięgnąć. Choć fabuła filmu może się dłużyć, to do końca utrzymuje jednak w napięciu. Film jest wielowątkową opowieścią o czasach wojny. Reżyser z zamierzeniem i w sposób dobitny ukazuje brutalność tamtego okresu, nieubłaganie wdzierającą się do uczuć i historii ludzkich najbardziej kruchych i delikatnych. Pozornie niepasujące do siebie wątki zostają ułożone w sposób logiczny i w efekcie uzupełniają siebie nawzajem, tworząc ponadczasową historię. Ucztą dla oka jest oglądanie plejady wielkich gwiazd kina, które w filmie Minghella stawiały dopiero swoje pierwsze kroki. Angielski pacjent to film o pozycji, której po prostu nie wypada kwestionować, a obejrzeć należy.

środa, 21 listopada 2012

Mój rower

Źródło: www.film.wp.pl
    Mój rower w reżyserii Piotra Trzaskalskiego i Wojciecha Lepianki to kolejna tegoroczna propozycja, którą od paru tygodni lansuje jedna z naszych rodzimych stacji telewizyjnych. Zupełnie chyba niepotrzebnie, gdyż film potrafi się sam wybronić, a zachwalanie go na ekranie telewizora po 15 razy dziennie może przynieść odwrotny do oczekiwanego efekt. Film ujmuje przede wszystkim prostotą przekazu, lekkością fabuły i znakomitymi dialogami, choć nad pewnymi zabiegami dokonanymi przez reżyserów można trochę pokręcić nosem. Twórcy Mojego roweru porywają się bowiem na temat utarty i po stokroć wałkowany, nie wprowadzając oczekiwanej z początku świeżości ujęcia i nowego spojrzenia na relacje męsko-męskie.

    Oś fabularna filmu kręci się wokół trzech postaci - Włodzimierza Starnawskiego (Michał Urbaniak), jego syna Pawła (Artur Żmijewski) oraz wnuka, Maćka (Krzysztof Chodorowski). Szybko okazuje się, że trzej panowie nie mają ze sobą za wiele wspólnego, a pretekstów do rozmowy nieustannie brakuje. Niespodziewanie pojawia się jednak problem, gdy Włodzimierz trafia do szpitala, a przybyli na miejsce Paweł i Maciek dowiadują się, że babcia tego ostatniego postanowiła w końcu utrzeć nosa swojemu mężowi i zostawić go raz na zawsze. Nie mogąc się z tym pogodzić, Paweł planuje odnalezienie matki i przemówienie jej do rozsądku. Cała trójka (wraz z niecierpiącym samotności psem Włodzimierza, Kolesiem) wyrusza więc na wielkie poszukiwanie Barbary (Anna Nehrebecka). Prędko okazuje się jednak, że nie będzie to takie proste. W zapomnianej przez Boga miejscowości letniskowej, bohaterowie będą musieli wspólnie zmierzyć się z paroma przygodami. Przyjdzie im rozmawiać, wspólnie spędzać czas i zastanawiać się nad mniej lub bardziej poważnymi sprawami. Odnalezienie matki Pawła schodzi więc jak gdyby na drugi plan, a całą trójkę pochłoną frasunki zgoła bardziej przyziemne. Okaże się wkrótce, że bardzo zbliżą do siebie bohaterów.

Źródło: www.students.pl
    Wybranie się na Mój rower do kina nie będzie złym pomysłem. To czas dobrze spędzony, bo przede wszystkim mile i wydaje się mądrze. Choć obraz w żadnej mierze nie ujmuje tematu na nowo, a widz może mieć wrażenie, że reżyserom zależy tyko i wyłącznie na pogłębianiu w nim rozczulenia, to jednak nie stanowi typowej, polskiej wydmuszki filmowej. W obronie Mojego roweru podnoszą się głosy o świetnych i błyskotliwych dialogach (przede wszystkim pomiędzy Pawłem i jego synem) i trafnym doborze aktorów. Urbaniak, Żmijewski i Chodorowski stają na wysokości zadania i wypadają nad wyraz prawdziwie. Stanowią na tyle dobrze zgrane trio, że o innej obsadzie nawet nie przychodzi nikomu pomyśleć.
Choć Mój rower balansuje na granicy hitu i kitu to jednak nie można o nim wydać jednoznacznej opinii. Film podzielić można jak gdyby na dwie części, z której ta pierwsza wypada o wiele lepiej od końcowych ujęć. Można odnieść wrażenie, że reżyserom pomysłowości wystarczyło tylko na pierwsze fragmenty obrazu. Później zabrakło wspomnianej świeżości i tego czegoś, co sprawiłoby, że film zostanie nam na długo w pamięci. W tym wypadku zostanie jednak tylko na parę chwil, lecz w towarzystwie bardzo dobrego wrażenia.

czwartek, 15 listopada 2012

Pokłosie

Źródło: dlastudenta.pl
    Wraz z filmem Obława (reż. M. Krzyształowicz, 2012), Pokłosie Władysława Pasikowskiego zostało okrzyknięte jednym z najgorętszych tytułów roku. Jednak to wokół tego drugiego powstało więcej kontrowersji i burz dyskusji, gdyż reżyser dotknął kwestii niewygodnej. Odważnie odsłonił skazę polskości i niesłychany dyshonor na kartach historii naszego kraju. Postanowił nakręcić film, który stał się abstrakcyjną wariacją na temat tego, co mogło się wydarzyć podczas trwania wojny na jednej z polskich wsi. Zdecydował się zostać sumieniem narodu i Pokłosiem skłonić Polaków do oceny moralnej wydarzeń, które rozszyfrowujemy pod hasłem "pogrom Żydów w Jedwabnem". Unikając dokumentalnej konwencji i precyzyjnego przedkładania faktów na fabułę daje widzom obraz, wobec którego nie można przejść obojętnie.

    Kiedy Franciszek Kalina (Ireneusz Czop) ląduje po dwudziestu latach przebywania w Ameryce, w Polsce, jest świadomy, że w domu rodzinnym nie zastanie sielanki. Zdaje sobie sprawę z tego, że ominęło go wiele ważnych wydarzeń. Nie spodziewa się jednak, że rodzina Kalinów od niedawnego czasu nie cieszy się już dobrym imieniem wśród miejscowych, a wszystkie uprzejmości i dobre relacje z sąsiadami prędko zamieniły się w podejrzliwość i powszechne odtrącenie, a nawet ostracyzm. Franciszek rozmawiając z mieszkańcami wsi stara się dociec, dlaczego ci tak bardzo znienawidzili jego brata, Józefa (Maciej Stuhr). Ten, niedługo sam wyjawia bohaterowi swoją tajemnicę i zaprowadza go w miejsce, w którym od dawna kolekcjonował nietypowe znaleziska. Franciszek ocierając oczy ze zdziwienia widzi przed sobą pole pełne żydowskich płyt nagrobkowych, które jego brat zabierał z różnych miejsc we wsi. Józef tłumaczy bratu, że za czasów wojny Niemcy niszczyli żydowskie kirkuty i nagrobkami utwardzali miejskie powierzchnie. Stanowczo zaznacza, że nie godzi się na te nieludzkie zachowania i nie chce mieć nic wspólnego z odwracaniem głowy od niewygodnej sprawy. Chce przywrócić zmarłym honor i wieczny spokój.

Maciej Stuhr w roli Józefa Kaliny (źródło: dziennik.film.pl)
    Nie rozumiejąc brata, Franciszek początkowo umywa ręce od sprawy i wyzywa Józefa od szaleńców. Z czasem jednak sam zaczyna szukać prawdy o Żydach, którzy przed laty zamieszkiwali ich rodzinną wieś. Całe to zamieszanie stanowczo nie podoba się miejscowym. Początkowo stonowane, lecz pełne niechęci do Kalinów zachowania, zaczynają przybierać coraz bardziej brutalny i wymykający się spod kontroli charakter. Pomimo wielu przeciwności, bracia nie poprzestają na dbaniu o symboliczne cmentarzysko. Coraz intensywniej i dokładniej węsząc wokół sprawy żydowskiej, docierają do osobistych faktów, na których poznanie nie byli przygotowani. Jest jednak już za późno na to, aby powiedzieć, że nic się nie wydarzyło.

Ireneusz Czop w roli Franciszka Kaliny (źródło: entropiaslowa.pl)
    O filmie Pasikowskiego można usłyszeć, że jest mocnym i potrzebnym głosem w sprawie, o której Polacy woleliby milczeć. Z drugiej strony nie brakuje też haseł o antypolskości Pokłosia i haniebnym wpływie, jaki będzie miał na świadomość Polaków. Na tym ostatnim stanowisku stoi między innymi nasz były premier, Jarosław Kaczyński. Zapytany dziś o to, czy na film się wybiera, stanowczo podkreślił, że nie i nie zamierza. Prędko podkreślił, że "...redukcja Polski do grupy 40 kryminalistów, w której celował wcześniej Tomasz Gross i niektóre gazety, w szczególności jedna, to tendencje antypolskie". Serdecznie można chyba pogratulować odpowiedzialności i świadomości historycznej prezesowi PiS.
Choć Pokłosie Pasikowskiego nie stanowi realnego odbicia wydarzeń, które miały miejsce w Jedwabnem, nie traci tym samym na wiarygodności. Jest trzymającym w napięciu kryminałem, który ma przysporzyć widzowi rozrywki i jednocześnie odważnym oraz poważnym głosem w kwestii, o której dotąd wypowiadano się jedynie w naukowych książkach. Obraz Pasikowskiego przywodzi nadzieję na to, że widz zaznajomiony z historią zostanie zmuszony do głębszej refleksji. Ten natomiast, który o czynach Polaków pojęcia nie miał, zostanie sprowokowany do poszukiwań o szczegółach wydarzeń, które miały miejsce w Polsce w trakcie trwania wojny i po jej zakończeniu. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...