Ostatnimi czasy lubimy odgrzewać historie pokolenia amerykańskich Bitników. 3 lata temu pojawił się Skowyt Roba Epsteina i Jeffrey'a Friedmana, z Jamesem Franco w roli młodego poety Allena Ginsberga. Niedługo później do kina mogliśmy wybrać na nieco nieudane, lecz do wybaczenia W drodze Waltera Sallesa. W obu tych obrazach poczuliśmy się jak szalony był okres lat 50. w Ameryce, jak bardzo pragnięto wówczas wyzwolenia twórczości, wywrócenia klasycznych kanonów i życia na krawędzi psychicznego, i fizycznego wyniszczenia. Dopóki nie zabierzemy się za czytanie Nagiego lunchu Williama Burroughsa, wszystkie smaczki życia Bitników z pewnością będą nas kręcić. Reżyser John Krokidas najwidoczniej jednak dzielnie przebrnął przez to dzieło i prawdopodobnie też przez wiele innych, które powstały z ręki Kerouaca, czy Ginsberga. Udało mu się nakręcić dzięki temu film Kill Your Darlings, w którym śledzimy początki twórców Beat Generation. Młody Allen Ginsberg (Daniel Radcliffe) dostał się właśnie na Uniwersytet Columbia. W prędkim czasie ulega fascynacji Lucienem Carrem (Dane DeHaan), który za nic ma uniwersyteckie zwyczaje, klasyki literatury, obyczajowość współczesnych Amerykanów i wszystkich, którzy się do niego nie przyłączą. Lucien wprowadza Allena w świat, którego ten w skrytości poszukiwał. Pragnienie namiętnego i totalnego przeżywania życia, burzenia tego, co skostniałe i staroświeckie, wyzwalania siebie poprzez każdy możliwy sposób staje się dla Ginsberga i jego kolegów podnietą do napisania manifestu pokolenia. Jakkolwiek dobry, staje się przedmiotem uczelnianych drwin i pokpiwań. Jego opublikowanie przyćmi także pewne wydarzenie z parku Riverside, w którego zamieszany będzie Lucien i jego wieloletni kochanek i prześladowca David Kammerer (Michael C.Hall). Te błyskawiczne zwroty zdarzeń w historii Bitników, udaje się Krokidasowi przedstawić w sposób jasny, mocny i prowokujący dalsze poszukiwania widza o twórcach Beat Generation. Reżyser pragnie zdaje się uwspółcześnić odbiorcy postaci Ginsberga, Carra, Burroughsa i Kerouaca, przedstawiając ich jako ogarniętych twórczym szałem nastolatków, którzy rozrabiają w uniwersyteckiej bibliotece w rytm hitu zespołu TV on the Radio. Krokidas zmiękcza sylwetki Bitników, upraszcza pojedyncze historie z ich życia i tym samym ma się wrażenie, że nawet usprawiedliwia i tłumaczy ich przed widzem. Kill Your Darling sprawia, że pozostawiamy dla Bitników większy margines tolerancji. Wyjątkowo komicznie jest w filmie przedstawiony William Burroughs (Ben Foster), którego maniakalne dbanie o siebie, oszczędność gestów i dobitność głoszonych uwag tworzą nieskończone pokłady uroku osobistego. Poważnie nie potraktujemy też Kerouaca. Prędko zapomnimy o tym, że jest to ten sam mężczyzna, którego powierzchowne i wybiórcze traktowanie relacji z najbliższymi, brak szacunku do ciała oraz nieokrzesanie doprowadzą go później na skraj obłędu. Krokidas pozwala nam na moment zapomnieć o tym jak zabójczy pęd do życia miał każdy z tych chłopców. Sprawia ponadto, że chcemy wiedzieć o nich wiedzieć więcej, przeniknąć ich i być jednymi z nich.
www.film.com
Tnij linie słów
Tnij linie muzyki
Rozwal obrazy kontrolne
Rozwal maszynę kontrolną.
William Burrougs, Szybki strzał
Kill Your Darlings, Na śmierć i życie
USA, 2013, 104'
reż. John Krokidas, scen. John Krokidas, Austin Bunn, zdj. Reed Morano, ed. Brian A. Kates, muz. Nico Muhly, prod. Michael Benaroya, Christie Vachonn, Rose Ganguzza, John Krokidas, dystr. Sony Picture Classics, wyst. Daniel Radcliffe, Ben Foster, Dane DeHaan, Michael C. Hall, Jack Huston, Jennifer Jason Leigh, Elizabeth Olsen i inni.
Podglądania powstają jako najlepszy sposób wypełnienia wolnego czasu. Sprawdzę, czy pisanie o filmach może przynieść tyle samo radości, co oglądanie ich. W polityce, a więc w tym, co studiuję nie znajduję nic z filmowego charakteru. Oczywiście poza abstrakcyjnością i paskudnymi charakterami.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biograficzny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biograficzny. Pokaż wszystkie posty
piątek, 15 listopada 2013
Zrozumieć Bitników
wtorek, 22 stycznia 2013
Hitchcock
![]() |
| Źródło: www.eu.movieposter.com |
W najużyteczniejszej encyklopedii naszych czasów, Wikipedii, możemy odnaleźć hasło Alma Reville. Urodzona w 1899 r. Brytyjka, zasłużyła sobie na tę wzmiankę będąc niezwykle utalentowaną scenarzystką oraz edytorką tekstów. Jej rękę widać było w ponad 20 scenariuszach filmowych, lecz to nie te osiągnięcia życiowe są w tej historii tak bardzo ważne. Pani Reville była asystentką reżysera, którą nietrudno jest po obejrzeniu filmu Gervasiego skojarzyć z postacią Alfreda Hitchocka. Okazuje się, że zdanie Lady Hitchcock, słynny reżyser cenił najbardziej, a gdyby nie jej szlify nad scenariuszem Psychozy (reż. A. Hitchcock, 1960), cały projekt przepadłby bezpowrotnie. To właśnie ta kobiety zadecydowała o tym, jak Janet Leigh zginie pod prysznicem przy dźwiękach tak zatrważająco charakterystycznych, że rozpoznawalnych po dzień dzisiejszy nawet wśród najmłodszych widzów.
![]() |
| A. i A. Hitchock (heysiralfredwtfareyoudoing.tumblr.com) |
Wracając jednak do fabuły Hitchcocka, przenosimy się w rok 1959. Alfred (Anthony Hopkins) odnalazł właśnie niezwykle kontrowersyjną inspirację do swojego najnowszego filmu. Jest pomysł, zdeterminowanie, wiara w sukces, a zatem nie widać przeszkód na drodze do potwierdzenia swojej pozycji w Hollywood. A jednak. Jedna z największych wytwórni filmowych, Paramount Pictures, nie chce zgodzić się na firmowanie Psychozy swoim znakiem. Po długich debatach nad kontraktem, przedstawiciele firmy zgadzają się jednak na dystrybucję filmu, lecz pod warunkiem, że pan Hitchcock pokryje cały budżet z własnej kieszeni. Kiedy jego żona, Alma (Helen Mirren) dowiaduje się o tej intratnej umowie, w głowie kobiety pojawiają się najciemniejsze scenariusze. Jak zwykle jednak zaciska zęby i decyduje się wspierać męża w jego nowym przedsięwzięciu. Pech jednak chce, że Hitchcock uczynił już tradycją poszukiwania idealnej blondyneczki do swoich filmów i tym razem szaleńczo zafascynował się młodą Janet Leigh (Scarlett Johansson). Małżeństwo słynnej pary zostaje wystawione na próbę, w której cierpliwość staje się stawką o wiele cenniejszą niż finansowe przetrwanie Hitchcocków.
![]() |
| A. Hopkins i H. Mirren (articles.latimes.com) |
wtorek, 11 grudnia 2012
Niebo w gębie
![]() |
| Źródło: www.film.wp.pl |
Główną bohaterką Nieba w gębie jest Hortense Laborie (Catherine Frot). Koleje losu zdolnej kucharki mamy szansę obserwować z dwóch perspektyw czasowych. We wcześniejszej z nich, Hortense właśnie dostaje propozycję objęcia posady kucharki, w posesji jednego z wyższych urzędników francuskich. Dopiero po przyjeździe do Paryża dowiaduje się, że jej nowym miejscem pracy będzie Pałac Elizejski, a tajemniczą personą jest nie kto inny, jak sam prezydent Francji (Jean d'Ormesson). Nieco oszołomiona tymi wiadomościami Hortense, od początku waha się objąć oferowane jej stanowisko. Podejmuje jednak ryzyko i od tego czasu wraz z zamiłowanym w swoim fachu młodym cukiernikiem, Nicolasem (Arthur Dupont), prowadzić będzie prywatną kuchnię Francois Mitteranda. Z wielkim powodzeniem w dodatku. Pech jednak chce, że nie wszyscy pracownicy Pałacu są zadowoleni z szefowania Hortense. Kobieta przez długi czas pragnie przezwyciężyć niesprzyjającą atmosferę pracy i nie tracić radości z gotowania najwspanialszych portaw, jakimi Francja może się pochwalić.Widz ma szansę jednocześnie zobaczyć także Hortense nieco później, gdy na jednej z dalekich, zimnych wysp stara się uporządkować swoje życie po wielkich i męczących występach w Pałacu prezydenckim.
![]() |
| Źródło: www.kinoteka.pl |
czwartek, 13 września 2012
Wizyta i Żeby nie bolało
Urszula Flis w rozmowie z dziennikarką ( kadr filmu Żeby nie bolało) Wypada chyba stwierdzić, że postać kobiety pracującej na wsi kojarzy się współczesnym przede wszystkim z bohaterkami Chłopów Reymonta, a więc z Hanką i Jagną. Da się wtenczas już zauważyć, że o wiele bardziej w pamięć zapadają sylwetki męskie tego środowiska. Zarówno z literatury, jak i fabuły filmowej. W 1974 roku reżyser Marcel Łoziński popełnił dokument zatytułowany Wizyta, w którym odwiedził dom rodzinny Urszuli Flis. Po nieco ponad dwudziestu latach powrócił tam i ponownie wtargnął w życie pracującej na wsi kobiety, której świadome wybory życia w pojedynkę i bezgranicznego oddania literaturze wzbudziły w okolicznych śmiech i pogardę dla jej osoby. Powstało wówczas, w 1997 roku Żeby nie bolało. Doskonały film dokumentalny, którego bohaterka świadomie zagrała na nosie tradycji polskiej wsi. Wiele tracąc i jednocześnie zyskując.W początkowych fragmentach Żeby nie bolało, reżyser przywołuje całość sfilmowanej ponad dwadzieścia lat wcześniej Wizyty. Powstaje dzięki temu obraz pełny i zrozumiały dla widza. Łoziński przedstawia postać Urszuli Flis, z którą wywiady przeprowadzają niejednocześnie dwie znane dziennikarki ze stolicy. Sylwetkę kobiety przybliżają widzowi także okoliczni zainteresowani, o których opinię prosi w „Wizycie” dziennikarka. Już na wstępie wiadomo więc, że Urszula jest osobą budzącą kontrowersje. Sama dziewczyna zbywa to jednak uśmiechem, zapewniając, że każda wieś musi mieć swojego dziwaka.Flisówna nie wpisuje się w schemat kobiety pracującej na wsi. Po pierwsze nie ma męża, ani nawet na miejsce takiego kandydata. Myśli o tym, że nie poradzi sobie bez niego na gospodarstwie nie zaprzątają dziewczynie głowy. Przeczuwający jakby nadchodzącą katastrofę sąsiedzi i pospiesznie wskazują drugą „wadę” Urszuli. Nieustannie buja w obłokach, w których ramiona porywają ją kolejni bohaterowie literaccy. Na okrągło siedzi w książkach, co na wsi jest nie do pomyślenia, ponieważ w opinii okolicznych Urszula zaniedbuje domowe obowiązki. Sama zainteresowana nie widzi w tym jednak nic złego i sprytnie ucina wścibskie plotki zaznaczając, że podczas pracy nie można myśleć tylko i wyłącznie o sprawach przyziemnych.Pierwsza wizyta Łozińskiego w domu Flisów pokazuje zderzenie dwóch światów. Jeden z nich reprezentuje wielkomiastowa dziennikarka, która usilnie stara się nakłonić Urszulę do poszerzania swoich horyzontów we właściwym dla tego miejscu. Namawia dziewczynę nie wprost do kształcenia się na uniwersytecie. Zdezorientowana Urszula niechętnie przyjmuje porady. Dziarsko i zdecydowanie zaznacza, że literatura to jej miłość i sposób na ucieczkę od codzienności. Czyż uczucie nie osłabłoby gdyby przemierzanie bezkresnych stron książek stało się rutyną? – zapyta później.
Reżyser Marcel Łoziński Po upływie ponad dwudziestu lat Łoziński wraca do wsi, w której mieszka Urszula. Do przeprowadzenia wywiadu z nią zaprasza doświadczoną dziennikarkę. Zapyta ją, czy wydarzenia 1989 roku zmieniły jej życie. Zainteresuje się jej dolą na gospodarstwie. Zatroszczy się o samotność i o trud dnia codziennego. Sprowokuje do rozmyślań na temat tego, co być mogło. Na temat tego, co być może zbyt pochopnie utraciła.
Dwa połączone ze sobą kontekstowo dokumenty reżysera, a więc Wizyta (1974) i Żeby nie bolało (1998) stanowią do bólu prawdziwy i przejmujący obraz kobiety na wsi. Nie tej stereotypowej oczywiście, której ciepły wizerunek widzimy oczami wyobraźni. W obu filmach niezwykle umiejętnie i mocno nakreślono portret kobiety, którą wieś postrzega jako dziwadło i odszczepieńca. Dlaczego? Ponieważ zdecydowała się żyć w pojedynkę, samodzielnie dbać o gospodarstwo i chorą matkę. Dlatego, że uciekała od otaczającej ją codzienności w książki, wypełniając wolne chwile błogim bujaniem w obłokach. Reżyser w sposób znakomity, bo wielowątkowy, przedstawia zatwardziałość polskiej tradycji. I tę jedną, która chciałaby wyjść jej naprzeciw.
niedziela, 12 sierpnia 2012
Bert Stern. Prawdziwy Madman
Oglądać dobre zdjęcia lubi chyba każdy. Najlepiej, gdy są na nich gwiazdy. A jeszcze lepiej, gdy są to postaci starego kina. Wprost nie można oderwać oczu od tych, na których uśmiecha się Marilyn Monroe, albo z których wzorkiem świdruje Elizabeth Taylor. Zdjęcia utrwalają ulotne chwile dla przyszłych pokoleń. Aby były dobre, potrzeba mistrza w ich sprawnym uchwytywaniu. Jednym z nich niewątpliwie stał się Bert Stern, o którym jego życiowa partnerka Shannah Laumeister, nakręciła w 2011 roku dokument. W filmie Bert Stern. Prawdziwy Madman można odkryć dosyć ciekawą biografię człowieka, który o mały włos nie minął się ze swoim powołaniem. Najmocniejszą stroną obrazu są jednak prezentowane fotografie Sterna. Istna uczta dla oczu!
Dokument Laumeister jest jedynym takim obrazem, w którym biografia słynnego fotografa zostaje zupełnie obnażona. Reżyserka stara się wydobyć ze Sterna szczegóły stawania się jednym z najdoskonalszych ludzi w swojej profesji. Pragnie udostępnić widzowi niemalże wszystkie fakty z życia bohatera. Stern opowiada więc o swojej pierwszej pracy dla The Look i przyjaźni ze Stanleyem Kubrickiem. Opisze, w jaki sposób wpadł na pomysł zdjęcia dla Smirnoff Vodka. Pozostali bohaterowie dokumentu zgodnie później potwierdzą, że od tej właśnie fotografii w Ameryce zaczęła się moda na ten trunek. Opowie o ostatniej sesji z Marilyn Monroe, o fotografowaniu Elizabeth Taylor i Richarda Burtona, Twiggy, Allegry Kent i wielu innych. Pochyli się nad najważniejszymi wydarzeniami swojego życia, które ukształtowały go jako człowieka i wepchnęły na taką drogę zawodową. Będzie dowcipnie i poważnie zarazem.
Dokument Shannah Laumeister jest wart obejrzenia. Jest jedyną taką audiowizualną pamiątką po Sternie. Zbiera całość jego doświadczeń życiowych i zawodowych w sposób bardzo solidny i konsekwentny. I choć czasami widz może poczuć się odrobinę znużony opowiastkami fotografa, to jest w filmie jedna rzecz, która absolutnie wynagradza chwile kręcenia nosem. Najmocniejszą stroną Bert Stern. Prawdziwy Madman jest utrwalenie najpiękniejszych zdjęć fotografa. Są oryginalne, a niekiedy nawet pionierskie. Z postaci, które fotografował potrafił wydobyć niepowtarzalną głębię i piękno. Udało mu się uchwycić to, co najznakomitsze i najbardziej prawdziwe. Przede wszystkim z tego powodu warto zwrócić uwagę na ten dokument i przekonać się, że prawdziwy talent może ujawnić się w okolicznościach najmniej spodziewanych. Film wyświetlany był na wielu międzynarodowych festiwalach. We Wrocławiu gościł na tegorocznym Planete Doc Film Festival.
Dokument Laumeister jest jedynym takim obrazem, w którym biografia słynnego fotografa zostaje zupełnie obnażona. Reżyserka stara się wydobyć ze Sterna szczegóły stawania się jednym z najdoskonalszych ludzi w swojej profesji. Pragnie udostępnić widzowi niemalże wszystkie fakty z życia bohatera. Stern opowiada więc o swojej pierwszej pracy dla The Look i przyjaźni ze Stanleyem Kubrickiem. Opisze, w jaki sposób wpadł na pomysł zdjęcia dla Smirnoff Vodka. Pozostali bohaterowie dokumentu zgodnie później potwierdzą, że od tej właśnie fotografii w Ameryce zaczęła się moda na ten trunek. Opowie o ostatniej sesji z Marilyn Monroe, o fotografowaniu Elizabeth Taylor i Richarda Burtona, Twiggy, Allegry Kent i wielu innych. Pochyli się nad najważniejszymi wydarzeniami swojego życia, które ukształtowały go jako człowieka i wepchnęły na taką drogę zawodową. Będzie dowcipnie i poważnie zarazem.
![]() |
| Elizabeth Taylor w obiektywie Berta Sterna |
czwartek, 5 lipca 2012
Mój tydzień z Marilyn
![]() |
| Źródło: www.postercollective.com |
Akcja filmu skupia się na skrzętnie skrywanym "incydencie", w którym miała brać udział najpopularniejsza aktorka lat 50. i 60. Mniej więcej w tym okresie Marilyn (Michelle Williams) po raz pierwszy złożyła swoją wizytę w Wielkiej Brytanii, przy okazji kręcenia tam Księcia i aktoreczki wraz z sir Laurencem Olivierem (Kenneth Branagh). W urokliwej i rozleniwionej scenerii angielskiej wsi Monroe miała nadzieję odpocząć i jednocześnie udowodnić wszystkim swój aktorski talent. Zbyt usilnie jednak.
Kilka nieudanych prób i obawy przed brakiem akceptacji ze strony pracujących na planie ludzi doprowadziły aktorkę do załamania. Na domiar złego w związku z Arthurem Millerem (Dougray Scott) nadarzył się przykry kryzys. Po cichutku w jej życie wkradła się jednak osoba, która swoją świeżością i bezgranicznym oddaniem potrafiła w mgnieniu oka wyrwać Marilyn ze szponów depresji. Był nią Colin Clark (Eddie Redmayne). Niepozorny asystent filmowy skradł serce aktorki. Przy nim poczuła się chciana, rozumiana i akceptowana taką, jaka była. Pospiesznie dała się ponieść chwili i uwikłać w niedyskretną relację.
![]() |
| M. Williams jako Marilyn Monroe (www.thefilmstage.com) |
czwartek, 31 maja 2012
Annie Leibovitz: życie w obiektywie
Świat spłodził i konsekwentnie przypatrywał się poczynaniom wielu wybitnych fotografów. I choć ta dziedzina sztuki pozostaje chyba po dziś dzień dominantą mężczyzn to na piedestale najwybitniejszych znajduje się niemałe miejsce dla jednej kobiety. Jest nią Annie Leibovitz, której w 2006 roku został poświęcony dokument Annie Leibovitz: Life Through A Lens autorstwa jej siostry, Barbary Leibovitz.
Świat sztuki jednogłośnie wypowiada się, że jest jedną z najbardziej profesjonalnych i genialną w prostocie swoich pomysłów fotografką. Artystką, ośmielą się nawet powiedzieć niektórzy i niewiele się w tym pomylą. Kiedy zaczynała swoją przygodę z fotografią były lata 60., a ona sama bezpardonowo zawładnęła estetyką kultowego dziś czasopisma Rolling Stone. Jej fotografie zdobią po dziś dzień okładki najsłynniejszych magazynów świata. Jedna z nich stanowi ostatnią pamiątkę po Johnie Lennonie, który 5 godzin po zakończeniu odważnej sesji z ukochaną Yoko Ono, został śmiertelnie postrzelony.
Dokument o "słynnej z fotografowania słynnych ludzi" Leibovitz jest wart obejrzenia. Pokazuje życie wybitnej fotografki w całej rozciągłości - od pamiętnych początków w latach 60., gdy biegała za rozemocjonowanymi chłopakami z The Rolling Stones, aż po czasy współczesne, gdy zdecydowała się poświęcić portretowaniu i pozowanym sesjom dla najlepszych magazynów na świecie. Życie w obiektywie kompresuje wiele zapisków z codzienności Annie i umiejętnie wplata w kompozycję wypowiedzi tych, którzy pracowali z fotografką, bądź których widziała przez obiektyw swojego aparatu. Na parę słów do kamery zdecydowali się m.in. Keith Richards i Mick Jagger z The Rolling Stones, Demi Moore, redaktor naczelna Vogue'a Anna Wintour, Whoopi Goldberg, Yoko Ono oraz członkowie rodziny samej Leibovitz.
Film utrwala portret kobiety nieustannie zapracowanej i natchnionej. Fotografia wypełnia bowiem całe życie Leibovitz, a ona sama w równym stopniu poświęca się zawodowym zobowiązaniom i portretowaniu rodziny. O tym mówi, że tworzy jej życie. Osoby, które fotografuje jednogłośnie przyznają, że w trakcie sesji bezgranicznie jej ufają, ponieważ potrafi niepozornie wkraść się do ich prywatnego świata i zaaklimatyzować się tam tak doskonale, że po niedługiej chwili wydaje się jakby była tam obecna od zawsze. Dokument do polecenia dla każdego, kto Leibovitz ubóstwia, a w jej magiczne portrety mógłby wpatrywać się godzinami. Także dla tych, którzy z sesjami modowymi i modą w ogóle są na "ty". Oraz dla tych, którzy po prostu lubią przypatrywać się życiu słynnych osób. Właściwie więc dla wszystkich.
wtorek, 27 marca 2012
Niebezpieczna metoda
Nie wszystkich fascynuje świat nauki i wielkich umysłów psychoanalizy. A film jest właśnie o tym. Typowo biograficzny, przybliża widzom postaci dwóch najsłynniejszych psychiatrów wszech czasów - Freuda (Viggo Mortensen) i Junga (Michael Fassbender). Opowiada o serii incydentów, które na początku kariery młodego Gustawa przyczyniły się do poróżnienia go ze swoim mistrzem w najważniejszych kwestiach nauki. Oczywiście nie stało się to bynajmniej bez udziału pięknej kobiety...
Młody Jung jest właśnie w trakcie wprowadzania swojej nowej metody leczenia, kiedy na jego drodze pojawia się intrygujący przypadek psychiatryczny. Młoda rosyjska Żydówka Sabina (Keira Knightley) cierpi na nietypową przypadłość. Eksperymentujący na niej Jung dowiaduje się wielu fascynujących rzeczy o ludzkiej naturze. Nieco sfrustrowany twierdzeniami swojego przyjaciela Freuda o powszechności silnego popędu seksualnego u wszystkich żywych istot, Jung wpadła we własne sidła. Ulega pięknej pacjentce. Oboje zaczyna łączyć coś niepowtarzalnego, pięknego, ale i bardzo perwersyjnego.Wszystko zaczyna się komplikować, kiedy Sabina zdrowieje i wyraża ambicje bycia lekarzem. W światku zaczynają pojawiać się plotki, które poważnie mogłyby wpłynąć na rozwój kariery wybitnego psychiatry. Na domiar złego jego relacje z Freudem ulegają znacznemu pogorszeniu, kiedy okazuje się, że nie mogą dojść do porozumienia w kwestii podstawowych twierdzeń. Losy młodego Junga ważą się na szali.
Do obejrzenia filmu może skłonić wiele rzeczy. Ja obejrzałam go ze względu na to, że jestem fanką prześlicznej Keiry Knightley. Nie rozczarowała mnie, ale były i momenty, w których zbyt usilnie i natrętnie próbowała wczuć się w rolę cierpiącej Sabiny. Dla niektórych film stuprocentowo zrealizuje marzenia o przysłuchiwaniu się rozmowom wielkich umysłów nauki XX wieku. Dysputy Freuda i Junga są nad wyraz prawdziwie i wiarygodnie przedstawione. Na tyle, że niezbyt zainteresowani tą tematyką mogą być odrobinę znudzeni. Film jest jednak z gatunku tych, które warto obejrzeć. Jest nietypową i przy tym ciekawą lekcją historii. Przenosi widza w czasy, w których psychiatria dopiero zaczynała raczkować, a postaci jak Freud i Jung wydawały się na wyciągnięcie ręki. Szczególnie zainteresowały mnie końcowe wzmianki biograficzne. Na tyle, że postanowiłam pozostać jeszcze przez chwilę w tej opowieści i sięgnąć po parę książek o tych postaciach.
sobota, 25 lutego 2012
Wielki Mike
Bohaterem niezwykłej fabuły jest tytułowy Mike, którego filmowa historia została oparta na faktach z życia jednego z najsłynniejszych gwiazd futbolu, Michaela Ohera. The Blind Side pokazuje drogę, którą musiał przejść Mike, zanim został jednym z najlepszych graczy tego amerykańskiego sportu. Osamotniony i wyalienowany, nie oczekuje wiele od życia. W pewnym momencie trafia jednak do jednej z lepszych stanowych szkół, gdzie odtąd jego losy powiążą się na zawsze z rodziną państwa Tuohy. Charyzmatyczna i wprost genialnie zagrana przez Sandrę Bullock mama, Leigh Anne przygarnia Mike'a pod swój dach. Początkowo nieufni wobec siebie, pozostają pod czujnym okiem otoczenia, dla którego dziwne jest adoptowanie przez białą rodzinę czarnoskórego chłopaka, którego przeszłość pozostawia wiele do życzenia. Leigh Anne, chcąc pomoc swojemu nowemu synowi, zaszczepia w nim pasję do futbolu. O jego sukcesie, nie jest w stanie jednak zadecydować.
Wielki Mike nie jest typowym filmem biograficznym. Świetnie skonstruowana fabuła nie pozwala nam się oderwać od ekranu. Wydaje się, że praktycznie każdy widz odnajdzie w nim coś dla siebie. Kobiety urzeknie wielkie serce i dobroć głównej bohaterki, w której rolę wcieliła się Sandra Bullock. Po obejrzeniu filmu, można by przysiąc, że urodziła się z takim właśnie zadziornym akcentem! Męska część widowni odnajdzie w filmie dawkę dobrego sportu, ciekawy zwrot akcji, a i zabawne dialogi oraz zwroty, których mistrzem okaże się najmłodszy bohater Wielkiego Mike'a, S.J.
Subskrybuj:
Posty (Atom)























