Oglądać dobre zdjęcia lubi chyba każdy. Najlepiej, gdy są na nich gwiazdy. A jeszcze lepiej, gdy są to postaci starego kina. Wprost nie można oderwać oczu od tych, na których uśmiecha się Marilyn Monroe, albo z których wzorkiem świdruje Elizabeth Taylor. Zdjęcia utrwalają ulotne chwile dla przyszłych pokoleń. Aby były dobre, potrzeba mistrza w ich sprawnym uchwytywaniu. Jednym z nich niewątpliwie stał się Bert Stern, o którym jego życiowa partnerka Shannah Laumeister, nakręciła w 2011 roku dokument. W filmie
Bert Stern. Prawdziwy Madman można odkryć dosyć ciekawą biografię człowieka, który o mały włos nie minął się ze swoim powołaniem. Najmocniejszą stroną obrazu są jednak prezentowane fotografie Sterna. Istna uczta dla oczu!
Dokument Laumeister jest jedynym takim obrazem, w którym biografia słynnego fotografa zostaje zupełnie obnażona. Reżyserka stara się wydobyć ze Sterna szczegóły stawania się jednym z najdoskonalszych ludzi w swojej profesji. Pragnie udostępnić widzowi niemalże wszystkie fakty z życia bohatera. Stern opowiada więc o swojej pierwszej pracy dla The Look i przyjaźni ze Stanleyem Kubrickiem. Opisze, w jaki sposób wpadł na pomysł zdjęcia dla Smirnoff Vodka. Pozostali bohaterowie dokumentu zgodnie później potwierdzą, że od tej właśnie fotografii w Ameryce zaczęła się moda na ten trunek. Opowie o ostatniej sesji z Marilyn Monroe, o fotografowaniu Elizabeth Taylor i Richarda Burtona, Twiggy, Allegry Kent i wielu innych. Pochyli się nad najważniejszymi wydarzeniami swojego życia, które ukształtowały go jako człowieka i wepchnęły na taką drogę zawodową. Będzie dowcipnie i poważnie zarazem.
|
Elizabeth Taylor w obiektywie Berta Sterna |
Dokument Shannah Laumeister jest wart obejrzenia. Jest jedyną taką audiowizualną pamiątką po Sternie. Zbiera całość jego doświadczeń życiowych i zawodowych w sposób bardzo solidny i konsekwentny. I choć czasami widz może poczuć się odrobinę znużony opowiastkami fotografa, to jest w filmie jedna rzecz, która absolutnie wynagradza chwile kręcenia nosem. Najmocniejszą stroną
Bert Stern. Prawdziwy Madman jest utrwalenie najpiękniejszych zdjęć fotografa. Są oryginalne, a niekiedy nawet pionierskie. Z postaci, które fotografował potrafił wydobyć niepowtarzalną głębię i piękno. Udało mu się uchwycić to, co najznakomitsze i najbardziej prawdziwe. Przede wszystkim z tego powodu warto zwrócić uwagę na ten dokument i przekonać się, że prawdziwy talent może ujawnić się w okolicznościach najmniej spodziewanych. Film wyświetlany był na wielu międzynarodowych festiwalach. We Wrocławiu gościł na tegorocznym Planete Doc Film Festival.
fotografię lubię, więc ten dokument to chyba obowiązek! :)
OdpowiedzUsuńOd kiedy tylko usłyszałam o filmie, zapragnęłam go obejrzeć. Jego zdjęcia są przepiękne i ponadczasowe!
OdpowiedzUsuńO ile mnie pamięć nie myli Bert Stern robił zdjęcia Marilyn w ostatnim miesiącach jej życia - wyszły z tego bardzo melodramatyczne obrazy. Moim skromny zdaniem jednak najlepsza rękę do fotografowania Marilyn miał Beaton i Greene :) chociaż zdjęcia Sterna mają wyjątkową wartość, bo są jednymi z ostatnich ...
OdpowiedzUsuńSzczerze powiedziawszy jestem absolutną nogą jeśli chodzi o rozeznanie w fotografii. Niewiele myślę wiem też o samej Monroe, choć prześledziłam parę jej biografii. Ale takie właśnie filmy dokumentalne w bardzo fajny sposób przybliżają sylwetki ludzi, którym zdecydowanie należy się przyjrzeć. Mam nadzieję, że trafię na więcej takich. W tym czasie postaram się też spojrzeć na prace wspomnianych przez Ciebie Greene'a i Beaton'a. Pozdrawiam serdecznie i z przyjemnością będę odwiedzać Tu i tam:)
UsuńGdzie można obejrzeć ten film?
OdpowiedzUsuńKurczę, ja go wtedy oglądałam na iplexie, ale widzę, że teraz już go nie ma. Przy okazji postaram się wynaleźć Ci jakiegoś linka :)
Usuń