Podglądania powstają jako najlepszy sposób wypełnienia wolnego czasu. Sprawdzę, czy pisanie o filmach może przynieść tyle samo radości, co oglądanie ich. W polityce, a więc w tym, co studiuję nie znajduję nic z filmowego charakteru. Oczywiście poza abstrakcyjnością i paskudnymi charakterami.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kryminalny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kryminalny. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 listopada 2013

Przestępca też filozof

www.filmzwiastun.pl
   Pisząc scenariusz do Adwokata Cormac McCarthy musiał doskonale wiedzieć o tym, że każdy z nas ma swoje słabości. Dla jednych będą to pieniądze, dla drugich kobiety, dla jeszcze innych wystawne życie, hazard, czy szybkie samochody. Można powiedzieć, że każdy ma takie słabości, na jakie go stać. Zawsze, gdy możemy chcemy więcej i więcej. Czy lepiej jest powiedzieć sobie stop, gdy jeszcze jest na to czas, czy może warto w życiu ryzykować, by później na stare lata niczego nie żałować? Gdy poznamy tytułowego Adwokata, być może dowiemy się jaka jest odpowiedź na to pytanie. Tak dla świętego spokoju. A z błędów głównego bohatera możemy się wiele nauczyć. Lubujący się w wystawnym życiu Mecenas (Michael Fassbender) znalazł właśnie tę jedyną. Miłość Laury (Penelope Cruz) jest dla niego jak dotąd najcenniejszą wartością w życiu. Tak mu się przynajmniej wydaje. Z nie mniejszą czułością i troską obchodzi się jednak też ze swoim majątkiem, którego chciałby leniwie powiększać w nieskończoność. Niekoniecznie brylując na sali sądowej oczywiście. Nic prostszego. Jego przyjaciel Reiner (Javier Bardem) od razu służy pomocą i proponuje bohaterowi lukratywny układ, w który ten wchodzi tak bez reszty i bez rozsądku. Wabiony łatwym zyskiem Adwokat nie zwraca uwagi na ostrzeżenia siedzącego od dawna w tej branży Westrey'a (Brad Pitt) i naraża na niebezpieczeństwo siebie i Laurę. Po przeczytaniu takiej historii można spodziewać się naprawdę fantastycznego kina. Wielu widzów przeczuwało nawet, że owocem współpracy Ridleya Scotta i Cormaca McCarthy'ego będzie kryminalne arcydzieło. Na takie miano Adwokat jest jednak zbyt mało dynamiczny. Fabuła leniwo snuje się pomiędzy kilkoma wątkami, które nie łatwo z początku połączyć i zrozumieć. I choć nasze czekanie zostaje ostatecznie wynagrodzone, nic nie zrekompensuje nam zawodu, że Adwokatowi daleko do mrożącego krew w żyłach kryminału, czy thrillera. W trakcie oglądania najnowszego filmu Scotta mamy wrażenie, że jest on literacką opowieścią o nieco moralizatorskim wydźwięku. Praktycznie wszyscy bohaterowie Adwokata filozofują i udzielają sobie nawzajem życiowych wskazówek. Ich wywody są nieco przyciężkie w odbiorze i podwójnie niezrozumiałe- przez nieprzystającą do konwencji filmu poetyckość i brak idei fix w wyrażanej myśli. Przedstawiając nam anonimowego everymana, reżyser sugeruje widzowi, że każdy może podzielić los mecenasa. Każdy z nas jest bowiem choć trochę łasy na pieniądze, wysoki status i luksus. To jak bardzo jesteśmy do tych wartości przywiązani może okazać się, gdy zostaniemy postawieni w obliczu wyboru - mieć, czy nie mieć. Aby wyrazić dobitnie swoje przesłanie, Scott przedstawia nam w ostatnich scenach filmu anonimowego Bankiera (Goran Višnjić), który ma właśnie zdecydować, czy niebezpieczna gra z przestępcami i płynące z niej zyski są jeszcze dla niego czegoś warte. McCarthy i Scott nie przekonują też widza co do miłości Laury i mecenasa. Nadali ich relacji zbyt płytki charakter, niepotrzebnie przedstawiając tych dwoje na okrągło w niedwuznacznych sytuacjach. Na Adwokata warto się wybrać tylko z jednego względu. Choć Cameron Diaz nigdy nie wybierała ról, w których mogłaby się popisać, tym razem zrobiła wyjątek. Widz ma wrażenie, że rola niebezpiecznej Malkiny jest dla niej wręcz drugą skórą. Diaz jest drapieżna, niezrównoważona, wariacka i zabójczo, zabójczo seksowna. Tego nie wypada przegapić! Resztę scen bez jej udziału śmiało możemy przespać. 

Adwokat/The Counselor
USA, 2013, 117'
reż. Ridley Scott, scen. Cormac McCarthy, zdj. Dariusz Wolski, ed. Pietro Scalia, muz. Daniel Pemberton, prod. Ridley Scott, Nick Wechsler, Steve Schwartz, Paula Mae Schwartz, dystr. 20th Century Fox, wyst. Michael Fassbender, Penélope Cruz, Cameron Diaz, Javier Bardem, Brad Pitt.

środa, 9 października 2013

Punkty karne Smarzowskiego


Plakat filmu (www.slizg.eu)
   Polacy to naród pełen bolączek. Nie jesteśmy obojętni  na żadne przewinienia i wbrew pozorom dostrzegamy mnożące się w każdej sferze patologie. O prawdziwości tego stwierdzenia można przekonać się biorąc pierwszy lepszy poranny autobus, w którym dyskutującym o bieżącej polityce seniorom palą się ze złości policzki. Kończy się to tylko jednak na biernym pomstowaniu, na którego odpowiedzi ze stron najmłodszego pokolenia wprost nie możemy się czasami doczekać. Większość z nich poszła jednak do tej pory po rozum do głowy i dawno temu wyjechała już za granicę. Na warcie pozostają 40- i 50-parolatkowie. Być może to właśnie, obce pozostałym pokoleniom poczucie, powoduje, że nasze matki i ojcowie biorą na siebie odpowiedzialność za polską teraźniejszość i wyróżniają się nadzwyczajną aktywnością w dialogu społecznym. Nie uciekają w banały, ani nie biorą nóg za pas. Otwarcie mówią o tym, co uwiera ich w polskim społeczeństwie i podejmują rozpaczliwe nierzadko próby nadawania rzeczom jako takiego ładu. Ich rolą jest zwracanie uwagi na rodzące się wciąż na nowo problemy, a o tych mówi się niemalże wszędzie, a już na pewno w mediach i polityce. Coraz częściej Polacy nie obawiają się zabrać zdania w śmierdzących konserwatyzmem miejscach pracy, w domu, czy nawet przy okazji sobotnich potańcówek ze starymi znajomymi z liceum. Istniejące od niedawna przekonanie, że warto prowokować dyskusję o współczesności możemy zaobserwować także w sztuce i bez wątpienia najbardziej czytelne przesłania o niej płyną z filmu, a w szczególności z obrazów Wojciecha Smarzowskiego. 

    Swoimi filmami reżyser konsekwentnie podburza Polaków przeciwko narodowej kulturze bycia. Pokazuje on bowiem naszą potworną mierność, której poczucie zabijamy bogaceniem się i naśladowaniem zwyczajów zaobserwowanych za granicą.  Każdy z filmów Wojciecha Smarzowskiego kojarzy nam się z poczuciem niewyobrażalnego wstydu – za siebie i za rodaków. I choć wiemy doskonale o tym, że przedstawiona w obrazie rzeczywistość jest niewątpliwie przekoloryzowana, nie możemy się jednocześnie uwolnić od myśli, że inspiracja reżysera nie pochodzi znikąd. Na początku 2013 r., przy okazji premiery Drogówki- najnowszego filmu Wojciecha Smarzowskiego- wszystkie natrętne myśli, z którymi pozostawił nas na parę lat po Domu złym (2009) reżyser, wróciły. Tym razem prześwietla on polską policję. Na tę wieść struchleli funkcjonariusze oblegali seanse Drogówki niemalże całą wiosnę.

B. Topa, E. Lubos, R. Wabich i J. Kijowska jako filmowa drogówka (www.filmweb.pl)
   Film Smarzowskiego można skojarzyć w pierwszym momencie z pewnym dość niewybrednym dowcipem. W jednym z nich roztrzęsiony kierowca podaje policjantowi dokumenty do kontroli. Gdy ten bierze je do ręki, rajdowiec prędko zauważa: „Panie władzo! Czy nie wypadło panu przypadkiem właśnie 200 złotych?” W odpowiedzi usłyszał: „Nie, Drogi Panie. Mi wypadłoby 500.” Wszystko, co bowiem wyobrażaliśmy sobie lub wiedzieliśmy na temat policji jest w Drogówce pokazane. Wojciech Smarzowski ukazuje funkcjonariuszy jako skorumpowanych i niepoważnych hulaków, którym w głowie tylko wóda i baby. Bohaterowie jego filmu chętnie przyjmują grube pliki pieniędzy w zamian za darowany mandat, korzystają z usług prostytutek, przeklinają, piją na umór i migają się od odpowiedzialności. Jeden jest tutaj wart drugiego. Wyobrażamy sobie zatem z początku, że film będzie zabawnym splotem etiud o posterunkowych nieudacznikach, który choć rozbawi nas do łez to sprowokuje po wyjściu z kina także pewną refleksję. O swojej pomyłce zorientujemy się jednak, gdy sierżant Rysiek Król (w tej roli Bartłomiej Topa) zostanie oskarżony o morderstwo swojego kolegi po fachu.

   Drogówka nie jest więc ani dramatem, ani komedią. Wypadałoby ją raczej rozpatrywać w kategorii obyczaju lub filmu akcji. Chcąc uwiarygodnić przekaz, Smarzowski zmontował swój film z dwóch różnych ujęć. Aby nie zbijać widza z właściwego tropu, reżyser stara się pokazywać główne wątki filmu dzięki ujęciom profesjonalnego kamerzysty. Wariackie eskapady policjantów sprawiają zaś wrażenie rejestrowanych przez podchmielonego amatora, który szczęśliwie dla siebie znalazł się w posiadaniu odjazdowego telefonu z kamerą. Choć nie zawahał się go użyć, zachwiał się nie raz, co jest dla oczu odrobinę męczące. Czego jednak nie zniesie się dla kawałka dobrego kina? Do tego pytania nie dojdą zdaje się jednak wszyscy widzowie. Większość z nich może potraktować Drogówkę jak „niezłą bekę”, która nie pozostawi po sobie nic jak tylko zdwojoną nienawiść wśród blokersowych rycerzy herbu CHWDP. Inni mogą potraktować film nazbyt poważnie i naiwnie uwierzyć w rzeczywistość, którą Smarzowski ewidentnie podpicował. Idealnie jest podejść do niej z ostrożnością i dystansem, wiedząc jak gdyby, że problemy korupcji i poplecznictwa w miejscu pracy, przymykania oka na prostytucję, zdrady, czy alkoholizm są w Polsce chlebem powszednim. W jednak każdym przypadku, niezależnie od wrażliwości widza, czkawką odbije się po seansie wyświechtane westchnienie: „… bo to Polska właśnie!" i znów będzie nam przykro. 

Drogówka
Polska, 2013, 118'
reż. i scen. Wojciech Smarzowski, zdj. Piotr Sobociński Jr, muz. Mikołaj Trzaska, prod. Film It, dystr. Next Film, wyst. B. Topa, J. Kijowska, R. Wabich, A. Jakubik, M. Dorociński.

wtorek, 18 czerwca 2013

Tylko Bóg wybacza

Źródło: www.collider.com
   O pierwszych wrażeniach na temat najnowszego filmu Nicholasa Windinga Rafna tweetowano już podczas  jego projekcji w Cannes. Żaden z dziennikarzy nie był wówczas zachwycony, określając Tylko Bóg wybacza jako piękną katastrofę i tragiczną wręcz nudę, którą ratuje wyłącznie postać grana przez Kristin Scott Thomas.

   Poprzedni film Refna powalił polską publiczność na kolana. Na forach internetowych rozpisywano się o jego niezwykłym klimacie, świeżości, inności, piękności, cudowności i złotej kurtce Ryana. Ja na Drive zasnęłam, stąd idąc wczoraj do kina na Tylko Bóg wybacza miałam poważne obawy przed jego odbiorem. Okazało się, że bez potrzeby. Najnowszy obraz Refna jest bowiem jak staranne układanie kostki Rubika przez totalnego amatora. Przed oczami migają nam fluorescencyjne kolory zabawki, a my i tak cierpliwie układamy każdy element, aby dowieść sobie, że potrafimy doprowadzić zabawę do końca. Radośnie obracając ułożoną finalnie kostkę, zauważamy, że nie pasują nam pojedyncze kolory. Zaczynamy wtedy zastanawiać się od początku i znów nic nam z tego nie wychodzi... Jej układanie jest jednak cudownie wciągające.

   Gdy Julian (Ryan Gosling) traci swojego brata pragnie dosięgnąć zabójcy i odpłacić pięknym za nadobne. Spotkawszy jednak oprawcę, dowiaduje się o jego motywach i daruje mu życie. Po niedługim czasie do Bangkoku przylatuje matka braci (Kristin Scott Thomas), która nie wierząc w siłę syna, pragnie rozprawić się z zabójcą na własną rękę. Za morderstwem Billy'ego stoi jednak policjant, którego zdesperowana Crystal chce dopaść za wszelką cenę. Przeczuwający od początku nieszczęście Julian, czując wewnętrzną niezgodę na postawę matki, ignoruje jednak swoją intuicję i podąża za Changiem (Vithaya Pansringarm) , pragnąc spełnić prośbę ciągle nieusatysfakcjonowanej matki.

Kristin Scott-Thomas jako Crystal (www.movies.tvguide.com)
   Tylko Bóg wybacza jest autorskim hymnem Refna o męskości i rywalizacji tej samej płci. Obaj bracia zostają przedstawieni widzowi przez pryzmat postrzegania matki. To totalnie różne osobowości, z których tylko jeden posiada cenione przez nią cechy - zdecydowanie, wolę walki, zaciekłość i siłę psychiczną. Julian, choć postawny i srogi, jest słabeuszem i wrażliwcem. Brutalny świat, w którym żyją bracia weryfikuje ich postawy i zachowania. Poruszający się w rzeczywistości po omacku Julian czuje się stłamszony przez matkę, ale przysięga jej dozgonną wierność, która symbolizuje wieczne oddanie i wdzięczność dla kobiety, która go urodziła. Julian wie, że jeżeli Crystal pragnie zemsty, musi ona się dokonać jego rękami. Ostatnie spotkanie z matką można interpretować zatem jako symboliczne porozumienie Juliana z kobietą. Wiemy, że bohater jest świadomy tego skąd wziął się na świecie i jest jej wdzięczny za podarowanie mu życia.

   W filmie Refna brutalność spotyka się z onirycznym oderwaniem od rzeczywistości. Obie te cechy kłują Juliana niczym ciernie i toczą w jego duszy symboliczną walkę. Rzeczywista rywalizacja, którą trudni się na co dzień w klubie Julian odbywa się także w jego głowie. Wyzwolicielkami tych cech są w rzeczywistości kobiety, które spotyka na swojej drodze bohater - agresywna i stanowcza matka, a z drugiej strony delikatna i wyzwolicielska Mai, w której Julian się kocha. Postawiony w sytuacji bez wyjścia bohater miota się między udzieleniem pokuty zabójcy brata, które uważa za słuszne a wymuszanym przez matkę brutalnym rozprawieniem się z Changiem. Nie przeczuwa nawet, że natura policjanta jest bliska jego własnej.

Ryan Gosling jako Julian (www.zimbio.com)
   Opornych na fabułę i symboliczne przesłanie widzów, Tylko Bóg wybacza syci obrazem i upaja elektroniczną ścieżką dźwiękową. Pewne sceny filmu do złudzenia przypominają złowieszcze kadry Kubrickowskiego Lśnienia. Porzuciwszy wszelkie złudzenia o zrozumieniu fabuły i nie skupiając się zbytnio na swoim znudzeniu można jednocześnie doświadczyć czystej przyjemności z oglądania nasączonych kolorami i fluorescencyjnym światłem scen. Kto szuka zatem realizmu, popisowych bójek i królowania Goslinga na ekranie nie będzie zadowolony. Oczekując bowiem od filmu konkretnych rzeczy, w tym przypadku żadne z nich nie zostaną przez Refna spełnione. Na seansie Tylko Bóg wybacza wskazana jest za to otwarta głowa i chęć czytania filmu przez obraz.

Only God Forgives
Dania, Francja, 2013, 90'
reż. i scen. Nicholas Winding Refn, zdj. Larry Smith, muz. Cliff Martinez, ed. Matthew Newman, prod. Lene Børglum, dystr.
Radius-TWC, Lionsgate UK, wyst. Ryan Gosling, Kristin Scott Thomas, Vithaya Pansringarm, Ratha Phongam, Gordon Brown, Tom Burke.

piątek, 12 kwietnia 2013

Układ zamknięty

Źródło: www.cinema3d.pl
   Jeżeli czekacie na właściwy moment, na jakiś szczególnie niesprecyzowany nastrój, aby wybrać się na Układ zamknięty, to nie łudźcie się - nie przyjdzie. I choć niektórzy z nas absolutnie chcą zobaczyć ten film to jednak leniwie przebijające się przez chmury wiosenne słońce niespecjalnie zachęca nas do tego, aby iść do kina. Najlepiej dlatego wybrać się na niego późnym wieczorem lub, gdy niebo jest faktycznie pochmurne, a na dodatek leje jak z cebra. Dlaczego? Bo film Ryszarda Bugajskiego jest straszliwie ponury, mroczny i ciężki tematycznie. Wydawać by się nawet mogło, że jest on absolutnie abstrakcyjny, lecz gdy dłużej się jednak nad całą sprawą zastanowimy, natychmiast pozbędziemy się tego przekonania. I choć oczywiście nie należy wierzyć do końca w prawdziwość fabuły, z kina wychodzimy przerażeni i pełni oniemienia, bo doskonale wiedzieliśmy, że film oparty jest na faktach.

   Troje młodych mężczyzn decyduje się na założenie przedsiębiorstwa. Mają nadzieję na to, że będzie ono doskonale prosperować, a co do jego świetlanej przyszłości nie mają tak naprawdę żadnych wątpliwości. Wszystko zostało bowiem przekalkulowane i teraz nie pozostaje nic innego, jak czerpać z pracy zadowalające zyski. W Polsce niestety mamy znakomitą ilość przykładów karier, które dla pewnych ludzi stają się w końcu niewygodne. Tak też stało się w przypadku firmy Navar i jej trzech właścicieli. Ich bystre pomysły i żyłka do biznesu nie spodobały się prokuratorowi Kostrzewie (Janusz Gajos). Miał on na dodatek dosyć niewygodną, choć niebezpośrednią relację z jednym z biznesmenów, Piotrem Majem (Robert Olech). Niewiele myśląc postanowił zniszczyć przedsiębiorców, a Navar przekazać w ręce gminy. Wspólnie z ówczesnym ministrem (Krzysztof Gordon), prokuratorem Kamilem Słodowskim (Wojciech Żołądkowicz) i pracownikiem Urzędu Skarbowego Mirosławem Kamińskim (Kazimierz Kaczor), uknuli fałszywy spisek, przez którego założyciele Navaru trafili do więzienia. 

To jest film, który powinni obejrzeć wszyscy, którzy kiedykolwiek mogą decydować o cudzym życiu. W moim przekonaniu powinni obejrzeć go ci, którzy bardzo łatwo ferują wyroki. Niekoniecznie w sądzie, ale także na łamach prasy, w codziennych relacjach z innymi ludźmi - powiedział Bronisław Komorowski podczas uroczystej premiery filmu.
 
W. Żołądkowicz jako prokurator Słodowski (www.kultura.gazeta.pl)
   Układ zamknięty naprawdę warto zobaczyć choćby po to, aby przekonać się o sile swoich nerwów na polską rzeczywistość. Tematyka filmu jest niezwykle ciężka, mroczna i pozbawiona jakichkolwiek humorystycznych refleksów. Im dalej decydujemy się brnąć w fabułę, tym mocniej jesteśmy przerażeni i niewypowiedzianie zdumieni. Wychodząc w końcu z kina, tak pretensjonalne hasło reklamowe jakim stało się "Jutro mogą przyjść po ciebie", nabiera sensu i odbijać nam się będzie czkawką nawet jeśli osobiście nie mamy nic na sumieniu. Film poraził mnie dosłownie właśnie do tego stopnia. Jest niezwykle mocny w przekazie, dobitny i przerażający. Tym bardziej, jeśli uda nam się wytrwać do końca. Znakomita rola Janusza Gajosa, którego postać jest ukazana jako bezwzględna, nieczuła i zepsuta do szpiku kości. Dzięki niemu nie mieści nam się wprost w głowie, ani postać Andrzeja Kostrzewy, ani cała historia pokrzywdzonych przedsiębiorców. Kino opuścimy zatem głęboko zafrasowani, zdumieni i w poczuciu irytującej bezradności.

niedziela, 23 grudnia 2012

Gangster

Źródło: film.wp.pl
    Mogłoby się wydawać, że w latach 20 - tych i 30 - tych  XX wieku, a więc w czasach wielkiej prohibicji w Stanach Zjednoczonych, nie mogło być ciekawszej postaci niż Al Capone. Można by nakręcić o nim setki filmów, oglądać je i wciąż się jego osobą nie znudzić. Powstał jednak niedawno obraz (światowa premiera odbyła się 19 maja 2012 r.), który od innej strony porywa się na przedstawienie tego okresu, a reżyser podejmuje próbę zdetronizowania Capone'a jako najbardziej wyrazistego i zapadającego w pamięć gangstera w historii Ameryki.

    W przypadku Lawless (reż. John Hillcoat) najbardziej przyciągającą widza do kina rzeczą jest scenariusz, którego zdecydował się dotknąć sam Nick Cave. Niewątpliwie na samo hasło o artyście pojawiają się pierwsze skojarzenia z filmem jako czymś niezwykle klimatycznym i ciekawym. Cała historia, którą będziemy mieli okazję oglądać powstała na kanwie książki Matta Bonduranta The Wettest County In The World, w której autor opisuje historię swojego dziadka i jego dwóch braci, którzy w czasach prohibicji trudnili się nielegalną produkcją i przemytem alkoholu w południowych stanach Ameryki. Sam Matt nie tak dawno dowiedział się o przestępczej działalności krewnego, którą rodzina uznawała dotąd za temat tabu. Do odkrycia tajemnicy okazja nadarzyła się dopiero, gdy ojciec autora odkopał pochodzące z lat 30 - tych artykuły prasowe, w których głównymi bohaterami nagłówków byli "chłopcy Bondurant". Dotyczyły strzelaniny w okolicach mostu Maggodee Creek, w którą bracia byli zaangażowani.

Matt Bondurant, wnuczek Jacka (www.guardian.co.uk)
    Matt wspomina w książce swojego dziadka, Jacka Bondurant'a jako niekwestionowaną głowę rodziny i osobę, którą okoliczni darzyli ogromnym szacunkiem. Już jako dziecko przeczuwał, że dziadek Jack ma za sobą przeszłość, o której mały nie śmiałby nawet pomyśleć. Po odkryciu kolejnych artykułów na temat "wspaniałej trójki", studiujący wówczas literaturę Matt, wiedział już dokładnie czego będzie dotyczyła jego kolejna książka. Bez bicia przyznaje jednak, że kolekcjonowanie dowodów zdarzeń z tamtego czasu, jest jak szukanie igły w stogu siana. Nikt wówczas nie myślał o dokumentowaniu swojego życia. Nie zachowały się liczne artykuły, wspomnienia, czy chociażby listy. Najbardziej pomocne przy pisaniu książki były za to opowiadane z ust do ust historie o braciach Bondurant, które funkcjonowały wśród rodziny i okolicznych jako swoiste mity. Dość tajemnicze i niedopowiedziane, a przez to jeszcze bardziej inspirujące dla młodego wnuka Bondurant'a.

Jessica Chastain i Tom Hardy (www.telegraph.co.uk)
    Historia, którą przenosi na ekrany Hillcoat skupia się na okresie prohibicji, której skutki boleśnie odczuwają mieszkańcy Franklin County. Trzej bracia Bondurant - Jack (Shia LaBeouf), Forrest (Tom Hardy) i Howard (Jason Clarke) - decydują się jednak sprzeciwić rządowym rozkazom i poigrać z prawem na własny rachunek. Nie rezygnują z produkcji i handlu trunkami, czym wzbudzają wśród pozostałych mieszkańców zarówno szacunek, jak i wrogość. Problem pojawia się w momencie, gdy do miasteczka przybywa nowy urzędnik Charlie Rakes (Guy Pearce), który wściekle podnieca się na samą myśl o uchwyceniu lokalnych gangsterów. Żadna strona nie zamierza odpuścić i tym samym granice moralności stają się bardzo elastyczne i pochopnie przesuwane przez wszystkich bohaterów. Sprawę ostatecznie rozwiąże bezpośrednie starcie na moście Maggodee Creek, a o dyskusje o tym, czy do pewnych czynów warto było się posuwać, sprowokuje dopiero zlikwidowanie prohibicji kilka lat później.

Zdjęcie Jacka Bonduranta z lat 30 (www. telegraph.co.uk)
    Na temat Gangstera przeczytałam już wiele niepochlebnych recenzji i nadal nie mam bladego pojęcia dlaczego został on tak źle odebrany przez tych, którzy już mieli okazję go zobaczyć. Dla mnie jest niezwykle klimatycznym, zaskakującym i trzymającym w napięciu obrazem, których dzisiaj uświadczymy bardzo rzadko. Bez wahania mogę powiedzieć, że uznaję go za jeden z najlepszych filmów ostatnich lat. Jego fabuła jest prosta i logicznie skonstruowana tak, że bez większego wysiłku można wtopić się w jej treść. Wspaniały Tom Hardy. Przepiękna Jessica Chastain. Na dodatek idealnie wpasowana w tło historii muzyka, którą stworzyli Nick Cave i Warren Elis.

    Z pewnością nie należy traktować Gangstera jako obrazu, który wprost i nieomylnie opowiada historię braci Bondurant. Należy go za to potraktować tak, jak sugeruje nam sam autor The Wettest County In The World, a więc jako mit. Z przymrużeniem oka, czerpać przyjemność z niezwykle interesującego bajania o legendarnych bohaterach.

czwartek, 15 listopada 2012

Pokłosie

Źródło: dlastudenta.pl
    Wraz z filmem Obława (reż. M. Krzyształowicz, 2012), Pokłosie Władysława Pasikowskiego zostało okrzyknięte jednym z najgorętszych tytułów roku. Jednak to wokół tego drugiego powstało więcej kontrowersji i burz dyskusji, gdyż reżyser dotknął kwestii niewygodnej. Odważnie odsłonił skazę polskości i niesłychany dyshonor na kartach historii naszego kraju. Postanowił nakręcić film, który stał się abstrakcyjną wariacją na temat tego, co mogło się wydarzyć podczas trwania wojny na jednej z polskich wsi. Zdecydował się zostać sumieniem narodu i Pokłosiem skłonić Polaków do oceny moralnej wydarzeń, które rozszyfrowujemy pod hasłem "pogrom Żydów w Jedwabnem". Unikając dokumentalnej konwencji i precyzyjnego przedkładania faktów na fabułę daje widzom obraz, wobec którego nie można przejść obojętnie.

    Kiedy Franciszek Kalina (Ireneusz Czop) ląduje po dwudziestu latach przebywania w Ameryce, w Polsce, jest świadomy, że w domu rodzinnym nie zastanie sielanki. Zdaje sobie sprawę z tego, że ominęło go wiele ważnych wydarzeń. Nie spodziewa się jednak, że rodzina Kalinów od niedawnego czasu nie cieszy się już dobrym imieniem wśród miejscowych, a wszystkie uprzejmości i dobre relacje z sąsiadami prędko zamieniły się w podejrzliwość i powszechne odtrącenie, a nawet ostracyzm. Franciszek rozmawiając z mieszkańcami wsi stara się dociec, dlaczego ci tak bardzo znienawidzili jego brata, Józefa (Maciej Stuhr). Ten, niedługo sam wyjawia bohaterowi swoją tajemnicę i zaprowadza go w miejsce, w którym od dawna kolekcjonował nietypowe znaleziska. Franciszek ocierając oczy ze zdziwienia widzi przed sobą pole pełne żydowskich płyt nagrobkowych, które jego brat zabierał z różnych miejsc we wsi. Józef tłumaczy bratu, że za czasów wojny Niemcy niszczyli żydowskie kirkuty i nagrobkami utwardzali miejskie powierzchnie. Stanowczo zaznacza, że nie godzi się na te nieludzkie zachowania i nie chce mieć nic wspólnego z odwracaniem głowy od niewygodnej sprawy. Chce przywrócić zmarłym honor i wieczny spokój.

Maciej Stuhr w roli Józefa Kaliny (źródło: dziennik.film.pl)
    Nie rozumiejąc brata, Franciszek początkowo umywa ręce od sprawy i wyzywa Józefa od szaleńców. Z czasem jednak sam zaczyna szukać prawdy o Żydach, którzy przed laty zamieszkiwali ich rodzinną wieś. Całe to zamieszanie stanowczo nie podoba się miejscowym. Początkowo stonowane, lecz pełne niechęci do Kalinów zachowania, zaczynają przybierać coraz bardziej brutalny i wymykający się spod kontroli charakter. Pomimo wielu przeciwności, bracia nie poprzestają na dbaniu o symboliczne cmentarzysko. Coraz intensywniej i dokładniej węsząc wokół sprawy żydowskiej, docierają do osobistych faktów, na których poznanie nie byli przygotowani. Jest jednak już za późno na to, aby powiedzieć, że nic się nie wydarzyło.

Ireneusz Czop w roli Franciszka Kaliny (źródło: entropiaslowa.pl)
    O filmie Pasikowskiego można usłyszeć, że jest mocnym i potrzebnym głosem w sprawie, o której Polacy woleliby milczeć. Z drugiej strony nie brakuje też haseł o antypolskości Pokłosia i haniebnym wpływie, jaki będzie miał na świadomość Polaków. Na tym ostatnim stanowisku stoi między innymi nasz były premier, Jarosław Kaczyński. Zapytany dziś o to, czy na film się wybiera, stanowczo podkreślił, że nie i nie zamierza. Prędko podkreślił, że "...redukcja Polski do grupy 40 kryminalistów, w której celował wcześniej Tomasz Gross i niektóre gazety, w szczególności jedna, to tendencje antypolskie". Serdecznie można chyba pogratulować odpowiedzialności i świadomości historycznej prezesowi PiS.
Choć Pokłosie Pasikowskiego nie stanowi realnego odbicia wydarzeń, które miały miejsce w Jedwabnem, nie traci tym samym na wiarygodności. Jest trzymającym w napięciu kryminałem, który ma przysporzyć widzowi rozrywki i jednocześnie odważnym oraz poważnym głosem w kwestii, o której dotąd wypowiadano się jedynie w naukowych książkach. Obraz Pasikowskiego przywodzi nadzieję na to, że widz zaznajomiony z historią zostanie zmuszony do głębszej refleksji. Ten natomiast, który o czynach Polaków pojęcia nie miał, zostanie sprowokowany do poszukiwań o szczegółach wydarzeń, które miały miejsce w Polsce w trakcie trwania wojny i po jej zakończeniu. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...