Podglądania powstają jako najlepszy sposób wypełnienia wolnego czasu. Sprawdzę, czy pisanie o filmach może przynieść tyle samo radości, co oglądanie ich. W polityce, a więc w tym, co studiuję nie znajduję nic z filmowego charakteru. Oczywiście poza abstrakcyjnością i paskudnymi charakterami.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Samotny mężczyzna

Źródło: marimri.filmaster.pl
    Moja mama uwielbia Toma Forda! Zawsze kiedy pojawią się jego nowe perfumy pędzi do sklepu, aby się nimi nacieszyć. Przyznaję bez bicia, że ja też nie jestem obojętna na te zapachy. Są mocne, wyraziste i nie sposób jest nie wyrobić sobie o nich zdania. Dziarsko i bez pardonu obezwładniają zmysły silnych i mocno stąpających po ziemi kobiet, a zwolenniczki kwiatowych nut i delikatnych aromatów błyskawicznie przepędzają w tym czasie na drugą stronę sklepu. Słynny projektant stworzył jednak nie tak dawno coś, co urzekło wszystkie kobiety i mężczyzn w równym stopniu. W 2009 r. podjął się wraz z Davidem Scearcem napisania scenariusza do pierwszego w swojej karierze filmu- Samotnego mężczyzny. Swoje pomysły obaj panowie opierali na powieści Single man, którą w 1964 r. wydał w Ameryce Christopher Isherwood. Klasa, którą Ford prezentował dotychczas na wybiegach, płynnie przeniosła się na ekrany kin. Samotny mężczyzna to podwójna uczta dla oka!

    Podczas oglądania zwiastunu Samotnego mężczyzny można ulec błędnemu wrażeniu, że film opowiada o mężczyźnie, który będąc gejem, pozostaje w nieszczęśliwym związku z kobietą, by tym samym ukryć przed światem swoją prawdziwą tożsamość. Prawda wychodzi na jaw, ona dostaje histerii i wszystko kończy się tragicznie. Nic bardziej mylnego! Georga Falconera (Colin Firth) poznajemy w najgorszym momencie jego życia. Główny bohater bezpowrotnie utracił właśnie swoją największą miłość, Jima (Matthew Goode). Młody mężczyzna uległ śmiertelnemu wypadkowi samochodowemu. Dotychczasowo pełen spokoju i zdystansowania George, zaczyna planować swoje samobójstwo. Chce jak najprędzej dołączyć do swojego kochanka, gdyż nie wyobraża sobie bez niego życia. W symboliczny sposób kończy więc wszystkie znajomości, żegna się długo i boleśnie ze swoją najlepszą przyjaciółką Charley (Julianne Moore) i dopina wszystkie sprawy na ostatni guzik (dosłownie). W tym dniu życia, George chłodno analizuje wszystkie szczegóły swojej śmierci i ucieka do wciąż jeszcze świeżych wspomnień o Jimie. Ze snów na jawie wyrywa go jednak spotkanie Kennym Potterem (Nicholas Hoult) i kilka chwil przypadkowej rozmowy z młodym i piekielnie przystojnym mężczyzną, Carlosem (Jon Kortajarena). Ten pierwszy zafascynuje głównego bohatera, a myśli o Kennym staną się coraz bardziej nęcące. Skrzętnie zaplanowany jednak czas ucieka i George poważnie zawaha się, czy dla intrygującego studenta warto jest jeszcze pożyć o parę chwil dłużej.

Colin Firth i Nicholas Hoult (rag-pony.com)
    Samotny mężczyzna jest pod względem estetycznym dopasowany w każdym calu. Nie ma tutaj miejsca na przypadek, wszystko pozostaje idealnie wystylizowane i wysmakowane, a główni bohaterowie wyglądają po prostu jak milion dolarów. Niczego innego w tej materii nie można było się spodziewać. W końcu czuć tutaj rękę samego mistrza Forda, który do pracy nad stroną wizualną Samotnego mężczyzny zaprosił ekspertów, którzy na co dzień pracują przy kultowym już serialu Mad Men.Debiut Forda jest propozycją szalenie ciekawą, interesującą i oryginalną. Jest przygotowany do bólu perfekcyjnie. Film jest niezwykle intensywny, a emocje, które towarzyszą bohaterom daje się odczuć na własnej skórze. To właśnie tę rolę Colina Firtha okrzyknięto jako jego życiową i faktycznie nie można aktorowi odmówić tego tytułu po obejrzeniu Samotnego mężczyzny. Oprócz cechy, jaką sugeruje tytuł filmu, George jest przedstawiony także jako niezwykle wierny, rozsądny, otwarty i nieco pedantyczny mężczyzna. Partneruje mu znakomita Julianne Moore, która stworzyła postać zdesperowaną, opuszczoną i znużoną bezsensem swojego życia. Wielkim zaskoczeniem był dla mnie Nicholas Hoult, którego od skojarzenia do skojarzenia odszukałam w uroczym, zapyziałym Markusie z Był sobie chłopiec. Samotny mężczyzna to pozycja obowiązkowa!

czwartek, 3 stycznia 2013

Pociąg do Darjeeling

Źródło: www.wesanderson.wikia.com
    Zaczyna się od ulubionego smoczka, a później misia i lalki. Gdy podrastamy, potrafimy powiedzieć jaki przedmiot szkolny najbardziej przypada nam gustu i w co najczęściej lubimy się bawić. Potem przychodzi pora na ulubione postaci. Wyliczamy bajkowych bohaterów, muzyków, sportowców, w końcu i reżyserów. I o ile z tymi wcześniejszymi faworytami nie miałam nigdy problemu, tak do tego ostatniego rodzaju podchodziłam bardzo sceptycznie. Ale stało się. Wpadłam jak śliwka w kompot i zakochałam się w Wesie Andersonie, który urzekł mnie ostatnio oglądanym Pociągiem do Darjeeling.

    Za scenariusz do filmu odpowiedzialny jest nie tylko sam reżyser,  ale i Jason Schwartzman (odtwórca roli Jacka L. Whitmana) oraz Roman Coppola.  Wspólnie postanowili, że historia, którą stworzą będzie do granic możliwości odzwierciedlała ich życie. Trzej panowie udali się zatem w podróż do Indii i czerpiąc ze swoich doświadczeń powoli zaczęli komponować niepowtarzalny i bardzo osobisty scenariusz. Właściwie wszystko, co przydarza się filmowym braciom Whitman, oprócz kupna śmiertelnie jadowitego węża, spotkało bezpośrednio któregoś z twórców. A jeśli nawet nie przed napisaniem scenariusza to w trakcie pracy nad nim, bo Schwartzman, Anderson i Coppola zdecydowali się na bieżąco wchodzić w role szalonych braci i testować wszystkie pomysły na sobie. Deklaracje autorów scenariusza sprowokowały pytania o duchową przemianę, którą mogła wywołać potencjalnie w ich życiu podróż do Indii. Anderson przyznaje,że choć nie doznał oświecenia, którego uporczywie poszukują bohaterowie jego filmu, nie jest w stanie pomyśleć o podobnej wyprawie, która w większy sposób wpłynęłaby na jego życie.

Anderson, Schwartzman i Coppola (www.blogs.indiewire.com)
   Zatem w pociągu do Darjeeling spotykają się trzej bracia. Francis (Owen Wilson), Peter (Adrien Brody) oraz Jack L. Whitman (Jason Schwartzman). Całą tajemniczą podróż organizuje ten pierwszy. Ma nadzieję na to, że w trakcie pobytu w Indiach bracia zbliżą się do siebie i odnowią porzucone niegdyś niedbale więzi. Nie wyjawia jednak prawdziwego celu ich wyprawy, bo wie, że z zaufaniem wobec siebie wszyscy trzej są na bakier. Tego samego zdania są pozostali dwaj bracia, którzy w obawie przed reprymendami najstarszego, wyjawiają sobie osobiste sekrety, prosząc tym samym o dyskrecję swojego spowiednika. Na próżno jednak oczywiście. Na jaw wychodzi coraz więcej skrywanych uraz, które trudno jest przedyskutować na spokojnie. Ostatecznie Whitmanowie robią w pociągu taki rajwach, że z hukiem wylatują z niego na najbliższej stacji. W tym czasie dostrzegają, że warto byłoby się w końcu dogadać, choć przygody, które ich spotykają, nie sprzyjają pojednaniu. Oprócz jednej, bardzo znaczącej.

Plakat Hotelu Chevalier (shakinghandsmedia.blogspot.com)
    Mający swoją premierę we wrześniu 2007 r. film Andersona nie przypadł do gustu wszystkim gościom 64- go festiwalu filmowego w Wenecji. Krytycy zarzucili reżyserowi, że jest nieoryginalny w porównaniu z innymi propozycjami z dorobku. Sam Anderson zauważył, że taka interpretacja jest dopuszczalna, a on sam nie będzie jej negował. Za najważniejszy motyw filmu uznał Indie, a dopatrywanie się związków z pozostałymi jego dziełami wskazał jako bezcelowe, gdyż nie stanowią swojego uzupełnienia, czy tym bardziej kontynuacji. Przynajmniej w początkowym zamierzeniu. Jednak jeżeli ktoś koniecznie pragnie się doszukać powiązań z innymi filmami to zanim wsiądzie do pociągu do Darjeeling, Anderson zaprasza go do pokoju Hotelu Chevalier, w którym w niedwuznacznej sytuacji odnajdzie Jacka i jego byłą dziewczynę (Natalie Portman). Ten krótkometrażowy film można potraktować jako prolog do Pociągu do Darjeeling. Jest przejmujący, lecz oczywiście nieco dziwny.

   Pociąg do Darjeeling na pewno nie jest dla każdego. Ręczę jednak za to, że jeśli choć jeden film Andersona przypadnie komuś do gustu to będzie to miłość od pierwszego wejrzenia. W prędkim czasie pochłonie się cały dorobek reżysera i z wypiekami na twarzy będzie się czekało na więcej. Pociąg do Darjeeling jest pomysłem bardzo oryginalnym i utrzymanym w przeuroczym, cudacznym klimacie. Jest zabawny, lecz w bardzo specyficzny, właściwy dla reżysera sposób. To film, który z pewnością miło się wspomina i dobrze jest do niego wrócić w pochmurny, nieprzyjemny dzień, gdyż absolutnie pozytywnie nastraja do życia.

czwartek, 27 grudnia 2012

W drodze

Źródło: www.stacjakultura.pl
    Kirsten Dunst powiedziała podczas tegorocznego festiwalu w Cannes, że W drodze jest jedną z tych książek, które podkrada się bratu lub czyta, aby zaimponować starszemu koledze, w którym na zabój kochałyśmy się w liceum. Prawdopodobnie w tym stwierdzeniu jest wiele prawdy, gdyż Jack Kerouac należał do pokolenia bitników i książką W drodze niewątpliwie imponuje niektórym młodym ludziom. Z myślą o nich właśnie, w oparciu także o swoje własne przeżycia , napisał książkę która prędko stała się obok takich dzieł jak Nagi lunch i Skowyt manifestem bitników. Ten pierwszy doczekał się swojej adaptacji w 1991 roku w reżyserii Davida Cronenberga. W styczniu 2010 r. miała natomiast miejsce premiera Skowytu (reż. Rob Epstein, Jeffrey Friedman), w którym w rolę słynnego poety Allana Ginsberga wcielił się James Franco.

Garrett Hedlund (www.blogs.indiewire.com)
    W niecałe dwa lata później doczekaliśmy i się ekranizacji W drodze, której podjął się Walter Salles. Bez wahania można powiedzieć, że w odczuciu znakomitej większości widzów reżyser poległ, a poczucie nieustannego nienasycenia, bezsensu i widma poszukiwań nawiedziły go w tym samym stopniu, co bohaterów książki Kerouaca. Z drugiej strony jednak nie jestem pewna, czy mogłoby w tym wypadku w ogóle nastąpić idealne i satysfakcjonujące dla widza przeniesienie prozy na rzeczywistość filmową. Zdawać się może, że atmosferę tamtych czasów i rozgoryczenie pokolenia bitników może oddać wyłącznie książka.Treść filmu nie jest całkowicie tożsama z lekturą. Tak naprawdę ciężko jest ją nawet opisać, gdyż motywem przewodnim jest z pozoru bezcelowa wędrówka bohaterów i wieczne poszukiwanie czegoś, co nie jest do końca sprecyzowane nawet przez nich samych.

Sam Riley i Tom Sturridge (www.blogs.indiewire.com)
    Sal Paradise (Sam Riley) jest młodym pisarzem, który pragnie wybrać się w podróż życia. Chce poznać nowe miejsca, ludzi i odkryć wszystko co możliwe, a będące dotąd dla niego obce. Młodego Sala niezmiernie kusi wolność i uczucie nieograniczenia. Fascynuje go szaleństwo i ludzie, którzy balansując na granicy obłędu czują się tym samym spełnieni. Jednym z najpiękniejszych i najbardziej porywających (także w filmie) zdań jest to, w którym daje on wyraz swojej miłości do takich właśnie postaci. (...) bo dla mnie prawdziwymi ludźmi są szaleńcy ogarnięci szałem życia, szałem rozmowy, chęcią zbawienia, pragnący wszystkiego naraz, ci, co nigdy nie ziewają, nie plotą banałów, ale płoną, płoną, płoną, jak bajeczne race eksplodujące niczym pająki na tle gwiazd (...). Sal chce prowokować spotkania z takimi właśnie ludzmi, a kiedy już to nastąpi pragnie bezgranicznie się im oddać. Wraz z Deanem Moriartym (Garrett Hedlund), jego młodziutką żoną Marylou (Kristen Stewart) oraz innymi szaleńcami, których obecność w życiu Sala jest tak samo silna i gwałtowna, co krótka, wyrusza przed siebie. Na wskroś i wszerz przemierzają Stany Zjednoczone, aby w końcu znaleźć się w Meksyku, z którego wspomnienia na zawsze pozostaną niezatarte i żywo korespondujące z rzeczywistością.

Kristen Stewart (www.blogs.indiewire.com)
    Walter Salles podjął się przeniesienia W drodze na wielki ekran i należy powiedzieć, że nie zakończyło się to sukcesem. Nie mniej jednak wypadałoby przyznać reżyserowi brawa za dużą odwagę i niewątpliwe starania, które w filmie widać. Strzałem w dziesiątkę był przede wszystkim dobór aktorów. Od czasu obejrzenia W drodze twarz Marylou może mieć dla mnie tylko Kristen Stewart. Garrett Hedlund oraz Sam Riley już w zwiastunie filmu paraliżują każdą kobietę pojedynczo wygłaszaną przez siebie kwestią. Niewypowiedzenie piękna i hipnotyzująca ścieżka dźwiękowa, wśród której istną perełką i hymnem W drodze może być utwór Willa Hansona Home. To wszystko jednak nie jest w stanie odciągnąć uwagi od leniwie przeciągającej się fabuły i nużenia widza przez namnażanie kolejnych wątków. Nietrudno jednak było wpaść w tę pułapkę, gdyż W drodze nie istnieje wyraźna i zrozumiała linia fabularna, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Jest to portret pokolenia, które chcąc dokądś zmierzać, tak naprawdę nie kierowało się ku niczemu szczególnemu. Propozycja trudna i do polecenia tylko i wyłącznie dla fanów książki.
Dla pozostałych w zupełności wystarczy doskonale zmontowany zwiastun W drodze.

wtorek, 25 grudnia 2012

Kochankowie z księżyca

Źródło: film.onet.pl
    Każdy posiada swoją wersję i wyobrażenia na temat czasów, w których nie byliśmy nawet w planach, aby przyjść na świat. I choć pod ręką mamy mnóstwo dokumentów i opasłych archiwów do przeglądania to i tak decydujemy się w końcu budować tamten świat z własnych klocków. Stwarzamy go takim, jakim chcemy go widzieć i przygotowujemy na nasze przyjście. Tęsknimy za czymś co nas urzekło, a nie mieliśmy szansy tego realnie doświadczyć. Tak też poczuł się podobno Wes Anderson, gdy wpadł na pomysł stworzenia swojego najnowszego filmu, Kochankowie z Księżyca (2012).

    Zanim powstał scenariusz do filmu Wes Anderson wyobraził sobie z początku idealną młodzieńczą miłość. Całkowicie obezwładniającą zmysły, śmiertelnie poważną, silną i nieprzepartą. Zdecydował prędko,że koniecznie musi być umiejscowiona w latach 60-tych i nieodwołalnie różnić od tej, którą obserwujemy w każdy filmie. Nie mogła to być miłość rodząca się miedzy dwojgiem 18-latków. Musiała być o wiele bardziej niewinna, choć nie mniej intensywna i czarująca. Wybór czasu akcji filmu na rok 1965 także nie był przypadkowy. Ten okres kojarzy się bowiem reżyserowi z niezwykłym optymizmem wśród Amerykanów i czasem szczęśliwości, którego kres nadszedł niedługo później. Anderson bez ogródek przyznaje w wywiadach, że choć w fabule na próżno doszukiwać się można związków z jego osobą, to chciałby aby takowe istniały naprawdę.

Jared Gilman jako Sam (www.students.pl)
    Reżyser doprowadza więc do spotkania dwojga kochanków na jednej z wysp Nowej Anglii. Nieco ekscentryczna i nad wyraz odważna jak na swój wiek Suzie Bishop (Kara Hayward), bez pamięci zakochuje się w Samie (Jared Gilman). Malec jest jednym ze skautów, których obóz stacjonuje niedaleko domu dziewczynki. Będąc indywidualistami, ogromnie w sobie zakochani uciekają gdzie ich nogi poniosą, powodując tym samym na wyspie niesłychany rajwach. Wszyscy okoliczni wyruszają na poszukiwania młodych uciekinierów. Wśród nich rozpoznamy państwa Bishop (Bill Murray i Frances McDormand), którzy przy okazji poszukiwań dowiadują się o sobie więcej niż by tego chcieli. Na pomoc rusza także ambitny, acz nieco nadwrażliwy i ślamazarny kapitan Sharp (Bruce Willis). Szyku dotrzymuje grupie cały oddział młodych skautów, na czele których stoi harcmistrz Ward (Edward Norton), o którym z początku trudno powiedzieć, że jest zorganizowany i odpowiedzialny. Wraz z przybraniem przez obrót sprawy bardziej poważnego charakteru do poszukiwań dołącza się także pracownica opieki społecznej (Tilda Swinton), która pragnie wysłać małego Sama do poprawczaka. Czas wciąż ucieka, a zakochani cały czas pozostają nieuchwytni.

B. Murray, F. McDormand, E. Norton, B. Willis (www.ppe.pl)
    Kochankowie z Księżyca stanowią film bardzo specyficzny, który nie każdemu ma szansę się spodobać. Gorąco jednak należy zachęcać do jego obejrzenia, gdyż jest obrazem przeuroczym, ciepłym i można by nawet powiedzieć, że cudacznym. Będzie idealny dla każdego, kto z poświęceniem potrafi oddawać się historiom pierwszych miłości raz i ponownie, wprost do znudzenia. Kochankowie z Księżyca napawają niezwykłym optymizmem, a losy Suzie i Sama śledzimy z rozgorączkowaniem i wypiekami na twarzy. Obraz jest bardzo oryginalny, nieprzewidywalny, dziwaczny, a przez to niezwykle interesujący i zapadający w pamięć. Scena, w której dzieci tańczą na opuszczonej plaży jest bezbłędna, a widok wybudowanego przez nich bastionu z namiotu, patyczków, kamyczków oraz szmatek wzrusza i niezmiernie rozczula. Idealny powód do odwiedzenia kina w Święta!

niedziela, 23 grudnia 2012

Gangster

Źródło: film.wp.pl
    Mogłoby się wydawać, że w latach 20 - tych i 30 - tych  XX wieku, a więc w czasach wielkiej prohibicji w Stanach Zjednoczonych, nie mogło być ciekawszej postaci niż Al Capone. Można by nakręcić o nim setki filmów, oglądać je i wciąż się jego osobą nie znudzić. Powstał jednak niedawno obraz (światowa premiera odbyła się 19 maja 2012 r.), który od innej strony porywa się na przedstawienie tego okresu, a reżyser podejmuje próbę zdetronizowania Capone'a jako najbardziej wyrazistego i zapadającego w pamięć gangstera w historii Ameryki.

    W przypadku Lawless (reż. John Hillcoat) najbardziej przyciągającą widza do kina rzeczą jest scenariusz, którego zdecydował się dotknąć sam Nick Cave. Niewątpliwie na samo hasło o artyście pojawiają się pierwsze skojarzenia z filmem jako czymś niezwykle klimatycznym i ciekawym. Cała historia, którą będziemy mieli okazję oglądać powstała na kanwie książki Matta Bonduranta The Wettest County In The World, w której autor opisuje historię swojego dziadka i jego dwóch braci, którzy w czasach prohibicji trudnili się nielegalną produkcją i przemytem alkoholu w południowych stanach Ameryki. Sam Matt nie tak dawno dowiedział się o przestępczej działalności krewnego, którą rodzina uznawała dotąd za temat tabu. Do odkrycia tajemnicy okazja nadarzyła się dopiero, gdy ojciec autora odkopał pochodzące z lat 30 - tych artykuły prasowe, w których głównymi bohaterami nagłówków byli "chłopcy Bondurant". Dotyczyły strzelaniny w okolicach mostu Maggodee Creek, w którą bracia byli zaangażowani.

Matt Bondurant, wnuczek Jacka (www.guardian.co.uk)
    Matt wspomina w książce swojego dziadka, Jacka Bondurant'a jako niekwestionowaną głowę rodziny i osobę, którą okoliczni darzyli ogromnym szacunkiem. Już jako dziecko przeczuwał, że dziadek Jack ma za sobą przeszłość, o której mały nie śmiałby nawet pomyśleć. Po odkryciu kolejnych artykułów na temat "wspaniałej trójki", studiujący wówczas literaturę Matt, wiedział już dokładnie czego będzie dotyczyła jego kolejna książka. Bez bicia przyznaje jednak, że kolekcjonowanie dowodów zdarzeń z tamtego czasu, jest jak szukanie igły w stogu siana. Nikt wówczas nie myślał o dokumentowaniu swojego życia. Nie zachowały się liczne artykuły, wspomnienia, czy chociażby listy. Najbardziej pomocne przy pisaniu książki były za to opowiadane z ust do ust historie o braciach Bondurant, które funkcjonowały wśród rodziny i okolicznych jako swoiste mity. Dość tajemnicze i niedopowiedziane, a przez to jeszcze bardziej inspirujące dla młodego wnuka Bondurant'a.

Jessica Chastain i Tom Hardy (www.telegraph.co.uk)
    Historia, którą przenosi na ekrany Hillcoat skupia się na okresie prohibicji, której skutki boleśnie odczuwają mieszkańcy Franklin County. Trzej bracia Bondurant - Jack (Shia LaBeouf), Forrest (Tom Hardy) i Howard (Jason Clarke) - decydują się jednak sprzeciwić rządowym rozkazom i poigrać z prawem na własny rachunek. Nie rezygnują z produkcji i handlu trunkami, czym wzbudzają wśród pozostałych mieszkańców zarówno szacunek, jak i wrogość. Problem pojawia się w momencie, gdy do miasteczka przybywa nowy urzędnik Charlie Rakes (Guy Pearce), który wściekle podnieca się na samą myśl o uchwyceniu lokalnych gangsterów. Żadna strona nie zamierza odpuścić i tym samym granice moralności stają się bardzo elastyczne i pochopnie przesuwane przez wszystkich bohaterów. Sprawę ostatecznie rozwiąże bezpośrednie starcie na moście Maggodee Creek, a o dyskusje o tym, czy do pewnych czynów warto było się posuwać, sprowokuje dopiero zlikwidowanie prohibicji kilka lat później.

Zdjęcie Jacka Bonduranta z lat 30 (www. telegraph.co.uk)
    Na temat Gangstera przeczytałam już wiele niepochlebnych recenzji i nadal nie mam bladego pojęcia dlaczego został on tak źle odebrany przez tych, którzy już mieli okazję go zobaczyć. Dla mnie jest niezwykle klimatycznym, zaskakującym i trzymającym w napięciu obrazem, których dzisiaj uświadczymy bardzo rzadko. Bez wahania mogę powiedzieć, że uznaję go za jeden z najlepszych filmów ostatnich lat. Jego fabuła jest prosta i logicznie skonstruowana tak, że bez większego wysiłku można wtopić się w jej treść. Wspaniały Tom Hardy. Przepiękna Jessica Chastain. Na dodatek idealnie wpasowana w tło historii muzyka, którą stworzyli Nick Cave i Warren Elis.

    Z pewnością nie należy traktować Gangstera jako obrazu, który wprost i nieomylnie opowiada historię braci Bondurant. Należy go za to potraktować tak, jak sugeruje nam sam autor The Wettest County In The World, a więc jako mit. Z przymrużeniem oka, czerpać przyjemność z niezwykle interesującego bajania o legendarnych bohaterach.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...